Posty otagowane 'współczesna'

Z lenistwa

Mógłbym opisać muzykę swoimi słowami, tylko po co?

This “Calendaires”-release contains two parts, both together over 50 minutes long. Part one begins in a very dark context. Deep, growling bass sounds coming to the surface very slowly, bringing some motives and melodies with them. All these parts are layered together to a monumental and threatening wall of sound, which collapses and falls apart into a deep and dark soundscape again. Part two brings more light to the listener. Little chime-pieces lead to a wide field of melodies and sounds rushing around, bringing back memories.

Tutaj.

Na deser zaś duet na fortepian i maszynę do szycia. Tak zresztą trafiłem do pierwszego opisanego albumu. Linki są fajne, nie?

Tutaj.

Empik to kapitalistyczne świnie

Casami się do czegoś przydaje. Dzięki niemu kupiłem na przecenie dwie płyty Mortona Feldmana i monologi Elfridy Jelinek przerobione na muzykę (wszystko za 70 zeta, jej).

Mortona Feldmana warto znać. Można posłuchać jego dwóch kompozycji tutaj. Z Elfridą Jelinek jak kto lubi. Brutalna, feministyczna proza.

Wpis będzie jednak o kim innym. Kenneth Kirschner był uczniem Cage’a i Feldmana. Opisujcie jak chcecie, ja się nie znam, ale lubię. Subtelne, minimalistyczne, współczesne.

Tutaj archive.org
Tutaj strona autora z jeszcze większą ilością muzyki.

Messiaen dla początkujących

O Messiaenie wiem niewiele. Trochę informacji z encyklopedii muzyki. Trochę z esejów o muzyce współczesnej. Dlatego, gdy znalazłem dwa podcasty, mimo że zazwyczaj nie zamieszczam ich na blogu, przedstawiające jego kompozycje nowym słuchaczom, nie było wyjścia. Fani i znawcy pewnie znają go, reszta może poznać. Fajny jest. Będzie trzeba pójść do sklepu muzycznego i uzupełnić kolekcję.

Część pierwsza.
Część druga.

Najmniejszy album w sieci

Glitch, click’n'cut przelożony na fortepian. Mikroskopijne utwory złożone z pętli fraz pianina z dodanymi podskórnymi elementami lekkonoisowych przeszkadzajek (wcale przy tym nie szumiących ani nie skrzypiących). Bardziej można je porównać elektroakustycznych, preparowanych instrumentów. Wszystko to zapakowane w całe 1,6 mega pliku.

Nerwowe i energetyczne bardziej niż niejeden industrialny album.

Warto.

Abstrakcja, eksprosjonizm i inne trudne słowa

Skrzypce i inne niezidentyfikowane maszyny. No. Tak jakoś.

Taką muzykę najłatwiej mi porównać do abstrakcyjnego malarstwa. Niektórzy nie lubią, ale dobrze wykonane swietnie operuje przestrzenią i barwą.

Taki Jackson Pollock na przykład. Bardzo wyzwalający artysta – tutaj możecie się pobawić w malowanie w jego stylu. Spróbujcie, naprawdę świetna zabawka i pokazuje dobrze, jak grają muzycy z zespolu Corda.

Warto.

My name is…

Superelvis

Nie wiem co powodowało członkami zespołu, by wybrać tę nazwę, ale jest dobra jak każda inna. No i pasuje do bloga.

Grają lekko eksperymentalne współczesnokameralistyczne chansony, które nazywają emocjonalnym popem. Są w tym emocje, jasne, ale popu trudno uświadczyć. Jak dla mnie nawet lepiej. Grają dobrze i to jest ważne.

Tutaj.

W skrócie

Stephen Hussong jest wirtuozem akordeonu.

Gra na nim muzykę współczesną i nie tylko.

Czy wspomniałem już, że jest wirtuozem i robi z instrumentem cuda, z którymi akordeon nie jest zupełnie kojarzony?

Jedna wada, muzyka jest tylko do posłuchania (znaczy, nie ma mp3). Gdyby nie to, od razu awansowałby na pierwsze miejsce w moim lastfm.

Zdecydowanie.

Harlassen

W opisie na Internet Archive przylepili taj muzyce etykietkę folk. Może jest w tym trochę prawdy, jednak równie wyraźnie słychać minimalizm Steve’a Reicha i kompozycje Eyvinda Kanga, szczególnie z pierwszych etapów jego twórczości. Repetytywne, hipnotyczne i świeże (wciąż z lekkim pazurem dystorcji).

Tutaj.

Sunshine Hotel

W tym wpisie będzie mowa o nagraniu z przedstawienia teatru tańca. Zazwyczaj tego rodzaju nagrania sporo tracą bez choreografii, jednak w tym przypadku już samo gra dźwiękiem, perkusją tworzy przestrzeń i strukturę do wyobrażenia przez słuchacza. Samo przedstawienie jest historią o grupie ludzi mieszkających w nowojorskich flophouse, tanich hotelach o bardzo niskich standardach, dla włóczęgów i pracowników czasowych. W połączeniu z monologami postaci zamieszkujących tytułowy Sunshine Hotel daje świetny wgląd w atmosferę i obraz życia w takim miejscu. Nie mówiąc już o pokazaniu mniej znanego elementu amerykańskiej kutury.

Warto, a nawet trzeba.

Czego jeszcze nie było?

Hiphopowe rymy i beaty połączone z muzyką współczesną. Jeśli ktoś potrafi to sobie wyobrazić podkłady do rymów z Satiego, Xenakisa, Strawińskiego czy Schoenberga, to dokładnie o coś takiego chodzi. Na początku epki The Hysterical Oracle wydaje się to rozjeżdżać, ale im bliżej końca, tym lepiej.

Przypomina mi to trochę połączenie hip hopu i klezmerstwa z HipHopKasene. Dwa mocno odmienne muzyczne światy i tym większy respekt za próby łączenia. Warto.

Tutaj.

Następna strona »



Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.