Ten album polecam z mojego zamiłowania do dziwactwa muzycznego. Połączenie 8bitu i metalu rzadko się zdarza, a jeszcze rzadziej wychodzi. Co najzabawniejsze, obu tych gatunków nie lubię. Razem jednak brzmią świetnie.
No i Flight of the Toyota, Archangels of Sidaroth, czego tu nie lubić. Złamałbym się i poszedł na ich koncert (co pokazuje, jak wielkim nerdem jestem).
Ucieczka z Nowego Jorku, filmy ze Stallonem, Bronsonem i całą resztą twardzieli. Co dziwne, nie drażni mnie w nich nawet ścieżka dźwiękowa. Dlatego spokojnie łyknąłem też Escape from Hawaii. Muzyka do fikcyjnego filmu akcji jest osadzona w epoce, co więcej chętnie obejrzałbym ten film.
Czego żałuję, ale też dobra muzyka. Ścieżka dźwiękowa do przedstawienia teatralnego na podstawie powieści Soul Mountain. Nie czytałem, podobno autor dostał za nią nagrodę Nobla. Albumu warto posłuchać jednak nawet bez znajomości książki.
Na stronę tego wydawnictwa warto zajrzeć choćby dla ściany okładek. Po raz pierwszy projekty graficzne dla netlabela w jakiś sposób mnie poruszyły. Doskonale przy tym oddają muzykę wydawaną przez to wydawnictwo – surrealistyczną, soundtrackową elektronikę we wszystkich odmianach. Nie przejrzałem jeszcze wszystkiego, ale na pewno ściągnąć Zama. Skrzyżowanie Esquivela i Corneliusa podlane kwasowym, filmowoturntablizmowym nastrojem.
Resztę sprawdzajcie sami, na pewno znajdziecie coś dla siebie. Albumów jest naprawdę dużo.
W tym wpisie muzyka, którą chciałbym zobaczyć na żywo. Shekhinah to muzyka do teatru tańca. Wyjątkowa na tyle, że oparta o modyfikowane ludzkie głosy i nadająca przedstawieniu atmosferę, a nie podstawę do tańca. Jeszcze ciekawsza, bo wykorzystuje żydowską mistykę i religię. Reszta już zależy od słuchacza. Mi podchodzi.
U większości okultystów denerwuje mnie jedna, podstawowa rzecz – są tak cholernie nadęci. Patrząc na ich poważne rytuały, magię i całą resztę wydaję się, że nie załapali podstawowej rzeczy. Magia to wielki, kosmiczny żart. Jeśli go zrozumiesz, będziesz radosny i wolny, a cała otoczka potrzebna jest tylko, żeby odrzucić zbędne rzeczy zasłaniające puentę dowcipu.
Jodorowski to wie. Reżyser, aktor, muzyk, scenarzysta komiksowy i znawca tarota potrafił nakręcić El Topo jako film, który działa na wielu plaszczyznach. Żeby poznać w pelni jego symbolikę, owszem, warto znać tarota, jednak ogląda się go dobrze jako psychodelię, dziwny western albo po prostu mocny film.
Sprawdzając, co gra Jimmy Trash and the Gunpowder Temple of Heaven, nie spodziewałem się wiele. Kolejny gówniany postrock pewnie lub coś gorszego. Jednak było warto. Człowiek jest naprawdę dobry, a jego soundtrack do The man who poisoned the sun (który wygląda w trailerze na mocno zainspirowany Guyem Maddinem), daje radę. Jazda po gatunkach i skakanie od muzyki współczesnej, kameralnej, rock’n'rolla, musicalu do thereminu. Wszystko to z wyobraźnią i jajem. Bardziej niż warto.