Posty otagowane 'rock'

Pomylenie tożsamości

Phogo nazywa się punk noise dubem, ale oszukuje. Grają surowy, garażowy rock and roll w stylu Jona Spencera. Czasami tylko odskakują w połowie utworu w stronę dubu i owszem, mają college rockową piosenkę, ale szybko później wracają do zgrzytliwego, niestrojonego garażu. Za to ich lubię.

Tutaj.

P.S. To 250 wpis. Miałem przygotować na tę okazję coś specjalnego, ale zapomniałem.

Jejejejej

Mark Kozelek

Jej

Red House Painters

Łiii

Śpiewa kobieta.

?

Emocjonalny rock.

W porządku?

Dobra jest.

Obadam.

Tutaj.

Neospaghetti

Stara muzyka nagrana na starych instrumentach. Ballady, piosenki saloonowe, country, pop i rock. Nie byłoby w tym nic ciekawego, gdyby wokalista nie brzmiał jak radosne połączenie Hugo Race’a i Toma Waitsa, a wszystko przesiąknięte klimatem lsd. Połączenie podskórnej paranoi, kwasowego feelingu i gładkiego grania. Skąd Clinical Archives bierze takie zespoły, nie wiem, ale dzięki im za to.

Warto.

Nieznane legendy rocka cz. 2

Czekając na zamówione płyty Butcha Willisa & The Rocks (Tak, jestem prawdziwym fanem. Tak, wciąż kupuję kompakty.) przedstawiam kolejną niesłusznie nieznaną Legendę (Tak, zasługuje na dużą literę.):

TEEZAR!!!

TEEZAR!!!

TEEZAR!!!

Zespół, który przebił się do pierwszej dziesiątki słuchanych przez mnie zespołów na last.fm. To już o czymś świadczy, nie?

Przechodząc do rzeczy. Zajrzyjcie tutaj, przeczytajcie historię zespołu i ściągnijcie mp3. Warto.

P.s. Nie wspominam już o tym, że jestem podobny do jednego z muzyków ( tego w okularach). Bywa, zbytnio wyglądający nie jestem.

Nie umiem nawet pływać, ale wciąż fajne

Nostalgiczny surf rock. W zasadzie nie wiem, co można więcej napisać. Na zewnątrz zima (podobno), jestem trochę chory (Drugi raz w miesiącu, zapalenie dróg oddechowych czy inny wirus nie chciało łatwo przejść.), więc piosenki o kalifornijskich wspomnieniach dobrze mi wchodzą. Mojo Wire daje radę. Jest w tym trochę Beach Boys, trochę klasycznego rocka*. Wokal mnie przekonuje.

Ogólnie, jest w tym tęsknota za przeminiętą mlodością.

Tutaj.

*Musicie mi wybaczyć. Wciąż nie wyleczyłem się z lubienia Jethro Tull.

Nie mogę znaleźć tytułu

Jeśli ktoś wspomina o ambiencie i elementach jazzu, spokojnym brzmieniu we współczesnym rocku to pierwsze co się narzuca, to postrock. Sa jednak zespoły, którym udało udało się uniknąć tej mocno przetartej ścieżki. Przykładem niech będzie Farta Cecilia. Wciąż jest trochę jazzowo, trochę ambientowo, bliżej im jednak Soft Machine. Niech to skojarzenie nikogo nie zmyli – znaleźli wlasne brzmienie i nie wspomagają się wyłącznie wynalazkami sprzed 20 – 30 lat.

Warto.

Wierzę w Amerykę

Laurie Anderson jest świetna. Wystarczyło jej osiem minut i minimalistyczna muzyka, żeby przedstawić i rozbić podstawy amerykańskiego mitu.

Will Kouf może nie jest tak subtelny, ale jego rock opera o Kapitanie Ameryce też daje obraz podstaw amerykańskich wierzeń i jest świetnym soundtrackiem do komiksu. No i to dobra muzyka.

Warto.

Noc miłości, a tak się starałem…

…i znowu wyszło na to samo. W ramach uprzyjaźniania bloga dla postronnych myślałem o wrzuceniu tego, ale nie dałem rady przesłuchać nawet pierwszego utworu. Za miłe, za bardzo wygładzone, brzmi jak muzyka do windy albo podkładu dla didżeja w radiu dla czterdziestoletnich biznesmenów. Nudne, po prostu.

Musiałem ratować się Nocą miłości i ich koncertem. Oni mieli wszystko, co lubię. Japoński psychodeliczny rock w stylu Les Rallizes Denudes i Acid Mothers Temple, krautrock, dronowate improwizacje, hałasy i elementy free improv. Intensywne i narastające. Mieszanka stanowiąca miód dla mego ucha.

Wiem, że odstraszyłem tym opisem sporą część możliwych słuchaczy, ale wiecie co? Jeśli czytacie tego bloga, to powinniście przyzwyczaić. Właśnie.

Tutaj.

Haraszo, ocień haraszo

Mam słabość do rosyjskiego. Wystarczy, że ktoś śpiewa w tym języku i mogę wiele wybaczyć. Jednak w przypadku Stellar Mandarin nie muszę na nic przymykać oczu ani uszu. Ta muzyka jest doskonała.

Spójrzmy na tagi jaki została oznaczona:

experimental
free jazz
psychedelic rock
dodekafonia
psychopera

Jeśli to nie przekonało, polecam youtube:

Jeśłi wciąż nie jesteście przekonani, to dlaczego czytacie tego bloga?

Tak czy inaczej, muzykę można pobrać stąd.

Pamięci Philipa K. Dicka

Jestem wielkim fanem Philipa Dicka. Sczególnie lubię jego późniejsze powieści za ich paranoję i jednoczesną wrażliwość. Mieszanie przyziemnych problemów z wielkimi sprawami, tematami oraz psychodelicznym stylem jego prozy.

Kolekcjonuję też nagrania oparte o jego twórczość. Mam operę Toda Machovera na podstawie Valis, DWW nagrane przez Richarda Pinhasa.

Bubzigohn ze swoim darmowym albumem trafił w mój czuły punkt. Gdyby Dick był muzykiem nagrałby taki album, jak The left-hand path to jahweh’s doorstep. Po prostu. Ścieżka dźwiękowa do podrózy po psychicznym krajobrazie PKD, ale proszę się nie obawiać – żadnego noise. Rozjechany pop, anti-folk, trochę psychodelii.

Wejście tutaj.

Strona muzyka ma więcej dickowskich perelek.

Następna strona »



Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.