Posty otagowane 'pop'

Neospaghetti

Stara muzyka nagrana na starych instrumentach. Ballady, piosenki saloonowe, country, pop i rock. Nie byłoby w tym nic ciekawego, gdyby wokalista nie brzmiał jak radosne połączenie Hugo Race’a i Toma Waitsa, a wszystko przesiąknięte klimatem lsd. Połączenie podskórnej paranoi, kwasowego feelingu i gładkiego grania. Skąd Clinical Archives bierze takie zespoły, nie wiem, ale dzięki im za to.

Warto.

Jak przestałem się bać i pokochałem karaoke

Wszystko dzięki jednemu albumowi. Oddam zresztą głos autorom:

The DJ was a fat tattooed balding rocker, the public was getting drunk on duty free alcohol an the tv was on the sports channel. Gangs of aging ladies all dressed up for the night out were roaming back and forth competing only with the students wearing their graduation cap and preparing for the early disco… Meanwhile one could enjoy finish tangos, drunker’s classics and melancolic ballads sung by the best…

Nagrania z wieczoru karaoke na bałtyckim promie. Można usłyszeć wannabe Sinatrę, pijanego Presleya, a na sam koniec zaserwowano interpretację godną co najmniej Eurowizji albo nawet dwóch pod rząd. Fantazję i emocje w wykonaniu artysty śpiewającego utwór numer 3 trzeba samemu usłyszeć. Oczywiście większość wykonawców nie trafia w odpowiednie nuty z pasją równą Nickowi Cave’vi po pięciu setkach. Mało kto też by się spodziewał, że Finowie tak uwielbiają tanga. Dla mnie przebój.

Tutaj.

Koniec strajku scenarzystów albo kitsch concrete

Czas wracać do pisania. Mieszkanie urządzone, z życiem się ogarnąłem, urlop od bloga zakończony. Z nowych rzeczy – zdjęcie z pracy w zimie (jeśli kogoś interesuje, jak wyglądam), wygląd bloga z kradzionym Andym Warholem, praca ta sama.

Wracając do muzyki. Kitsch Concrete. Wyobraźcie sobie wiedeński bar, w którym na tle sztucznych palm i fototapety z hawajską plażą stoi za syntezatorem stoi smutny mężczyzna w garniturze i zawodzi weltschmertzem do kiczowatych melodii granych jedną ręką na klawiaturze. Ten człowiek to Fritz Ostermayer. Do tej pory nie wiem, czy nagrał tak brzmiącą płytę na serio (pewnie nie), ale słucha się dobrze.

Jego album nie jest jednak darmowy. W zastępstwie Kooky Monster i jego Deepsealoving. Też uberkicz i elektroniczny pop. Załóźcie gustowne koszulki polo z herbem uniwersytetu i wsiądźcie na swój luksusowy jacht, żeby popijać martini na pełnym morzu.

Cytując opis na archive.org – Brian Eno grający yacht rock.

Tutaj.

Niebezpieczne kobiety, niebezpieczne filmy

Na okladce widnieje blondynka ze spojrzeniem femme fatale i papierosem w ręku. Zdjęcie wygląda na lekko prześwietlone, z przewagą czerwieni.

Są zespoły, które pomimo tego, że grają okołopopową muzykę, potrafią robić w to sposób naprawdę niepokojący. Słuchacz wchodzi w nagrania z drżeniem serca, szuka podtekstów i atmosfery.

Z Cool i płytą Seduction jest podobnie. Nerwowoerotyczne Savannah, tindersticksowocavowe The Bedroom door, postpunkowe Head, easylistingowe Cool. Płyta krąży wokół klimatu filmów Lyncha, Jessa Franco i włoskich horrorów, dodając do tego wszystkiego sporo ironii i undergrundowej surowości.

Tutaj.

Śnieg i podatki gruntowe

Jak zapewnie niektórzy zauważyli, wpisy są obecnie co dwa tygodnie. Tłumaczyć się mogę zalewem pracy. Nigdy nie lubiłem podatków gminnych i pracy na dwa rejony (nikomu tego nie polecam). Nie jest jednak tak źle, blog działa i będzie działał. Dla ciekawych, zbliżam się do dwusetnego wpisu.

Nie przedłużając dłużej, czas wrócić do muzyki. Snot Patties gra przyjemny lo-fi pop. Gitary i głos, jakość lo-fi, czego się można spodziewać. Odpoczywa się przy tym dobrze, co ważne przy wracaniu z pracy przez dwa tygodnie po 20.

Warto.

Najlepszy zespół grający kowery

Dobrze, może nie najlepszy, ale na pewno zabawny. Czasami jazzujące przeróbki klasyki popu z politycznymi tekstami. Chyba politycznymi, nie znam hiszpańskiego, więc kojarzyłem co czwarte słowo. Tak czy inaczej, dobre.

Tutaj (dwa albumy).

Święta coraz bliżej

W sklepach już pojawiają się Mikołaje i ozdoby choinkowe. Czas pomysleć o prezentach (nie jestem gorliwym katolikiem, muszę przyznać). Ja już zdecydowałem. Kupię wszystkim działki na księżycu – za 20 dolarów można dostać całkiem spory teren na jasnej stronie. Dostanie ją nawet mój pięcioletni siostrzeniec. Mam nadzieję, że do czasu, gdy dorośnie, będzie mogł z niej pożytek. Minie w końcu około 25 lat, prawda?

Dlatego w tym wpisie będą pozytywne zespoły dające szanse na przyszłość. The Spacetones grają przyjemny hip hop z kosmicznym klimatem. Brakuje im co prawda trochę szlifu w podkładach, ale podobnie do rozwoju technologii, mają potencjał na przyszłość i nawet teraz nie są kiepscy.

Podobnie Rene Vis z albumem Holiday upon the moon. Lekko dziwny elektroniczny pop domowej roboty. Ma ciepły urok starej sf pełnej nadziei i wiary w czlowieka. Mógłby być grany na gwiazdkowych imprezach na księżycu. Czekam na jego album z kolędami. Dobry outsider pop, po prostu.

Holiday upon the moon
The Spacetones

Znacie? To posłuchajcie.

Każdy zna My life in a bush of ghosts. Brian Eno, David Byrne, początki samplowania, pierwociny hip hopu i elektroniki w kształcie, jaki znamy obecnie , tra la la, itp. Cokolwiek by nie sądzić o obu panach (wolę Keitha Le Blanca, mówiąc szczerze), swoje do rozwoju muzyki dołożyli (nie zapominając o biorącym udział w nagraniu płyty Billy Laswellu). Wiecie, że album ma już 27 lat?

Na 25lecie twórcy postanowili wydać reedycje ze specjalną wkładką. To właśnie ona będzie tematem tego wpisu. Udostępnili dwa utwory z płyty do samplowania, modyfikowania i późniejszego umieszczania na tej stronie.
Można przeglądać przeróbki, głosować i ogólnie bawić się na wiele sposobów. Polecam.

Historii ciąg dalszy. Ktoś zebrał część remiksów i zrobił z tego album. Darmowy, do ściągnięcia na Internet Archive. Wersje są różne, ale miło jest porownać współczesne wizje muzyczne z ich praszczurem.

Tutaj.

Okrutny dylemat

Lata pięćdziesiąte i sześćdziesiąte. Rock’n'roll, soul i doo wop. Powinny budzić nostalgię i być retro. Dlaczego więc słucha mi się ich lepiej, o biciu na głowę współczesnego popu/rocka nie mówiąc? Pytanie brzmi:

Z kim nie jest tak – ze mną czy współczesnym popem.

Oceńcie sami.

Kreskówkowo powiedzmy

Pamiętacie stara kreskówkę z Porkym, w której kury nie niosły jaj więc zapraszał kolejnych kogucich spiewaków (tu wstaw świetne parodie popularnych piosenkarzy z tamtego okresu). W końcu zaprosil croonera wszech czasów, Franka Sinatrę. Kury znosiły jaja jak szalone.

Chesterowi Chickenowi daleko do koguciego Sinatry, to raczej kurczak z prownicji występujący na małomiasteczkowym gdakaoke. Dobrze, przyznaję, to głupia plyta – melodyjne gdakanie do klasyki popu. Co poradzę na to, że mnie bawi, a utwór (You make me feel) Like a natural chicken szczególnie? Nic. Chórki w tej piosence rządzą.

Sami sprawdźcie.

Następna strona »



Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.