Posty otagowane 'Meksyk'

Wolno mi, a co?

To mój blog i setny wpis w dodatku. Nie będzie szumów, pisków i innej awangardy. Wyciągnijcie się wygodnie na leżakach, pijcie drinki i słuchajcie meksykańskiej orkiestry. Fajnie jest.

Fiesta czy jakoś tak.

The Ultimate Elvis Collection 4

El Vez to meksykański naśladowca Elvisa, który postawił sobie wielki cel. Używa tego kostiumu do przekazywania społecznych treści. Dodatkowo mocno bawi się warstwą muzyczną. Niestety znowu brak mp3.


Reportaż o El Vezie

El Vez rządzi na koncertach

Wpis osiemdziesiąty. Temat: Bałtyk

Jeden ze znajomych wrócił z surfowania po Bałtyku. Nie wiem, co w tym widział. Nasze morze jest brudne, syfiaste i śmierdzi, a wypoczynek drogi. Jednak ja nawet nie umiem pływać, a leżeć jek zgniła ryba na plaży też nie lubię. Pewnie nie wiem, o czym mówię. Najprawdopodobniej zazdroszczę mu wakacji. Jak uda mi się wziąść dzień urlopu na żądanie, to będzie dobrze.

Wiem za to, że znalazłem porządny surf rock, gatunek, który obok punka i Elvisa próbuję grać na ukulele. Tego na pewno warto posłuchać.

Monsters from Mars
Los Delgadillo – meksyański surfing
ADSR – surf punk)

Pod wpływem

Kolejny etnograficzny rarytas dla amatorów takich brzmień. Reszta może to polubić albo odrzucić. Zapis szamańskiego rytuału z udziałem halucynogennych grzybów w wykonaniu Indian Mazatec z Meksyku. Rdzenna poezja konkretna. Resztę trzeba posłuchać samemu.

Tutaj zip.

Prawda o prawdziwym mężczyźnie

Prawdziwy mężczyzna nie musi zasadzić drzewa.

Prawdziwy mężczyzna nie musi zbudować domu.

Prawdziwy mężczyzna nie musi splodzić potomka.

Prawdziwy mężczyzna musi mieć maskę meksykańskiego zapaśnika. Po prostu. Sami zobaczcie.

El santo, jeden z najbardziej znanych zapaśników w Meksyku, wystapił w ponad pięćdzieściu filmach, odsłaniając twarz dopiero na kilka lat przed śmiercią. Maska zapaśnika jest jego siłą, duszą i symbolem. Znakiem prawdziwego mężczyzny.

Możecie je kupić w tym sklepie internetowym (jak ja to pewnie zrobię), który nie płaci mi za reklamę. Serio. Obejrzeć też warto. Mają piękne wzory.

Co do muzyki – Lady Bombon vs. Gigaboy to moi faworyci, których chciałbym zobaczyć w soundtracku do współczesnego filmu o luchadorach. Taneczne, funkowe i ma energię. Trochę posmaku meksykańskiego electro i fantazji. Załóż maskę i idź na densflor, tak jakby to zrobił Santo.

Tutaj.

Przepis na burrito

Składniki

* 10 placków tortilli,
* 2 duże piersi kurczaka,
* 2 duże papryki – czerwona i zielona,
* 1/2 cukinii,
* 1/2 puszki kukurydzy,
* cała mała puszka czerwonej fasolki,
* pomidory w zalewie,
* 6 dużych pieczarek,
* czosnek,
* sos guacamole lub czosnkowy,
* tabasco,
* czerwona mielona papryka,
* 100 g startego żółtego sera.

Sposób przygotowania

1. Piersi kroimy w kostkę, wrzucamy na olej, smażymy, dodajemy pomidory w zalewie i czosnek (około 4 ząbków).
2. Kiedy sok z pomidorów odparuje, dodajemy warzywa: papryki pokrojone w kostkę, cukinię w plastry, pieczarki w plastry.
3. Kiedy zmiękną, dodajemy fasolkę i kukurydzę, dodajemy czerwoną mieloną paprykę i tabasco.
4. Nakładamy na tortille, zwijamy, układamy w naczyniu żaroodpornym, posypujemy startym żółtym serem i zapiekamy 10 min.
5. Podajemy z ogórkiem zielonym i sosem guacamole lub czosnkowym.

Smacznego.

W trakcie przygotowania i jedzenia słuchamy oczywiście nagrań z koncertu Calexico. Jak inaczej.

Na przykład tego.

Przepis wzięty z tej strony

Piosenka

Największa sala koncertowa w mieście pęka w szwach. Przyszli najznamienitsi obywatele, hardzi młodzikowie ze swoimi dziewczynami, całe rodziny. Wszyscy czekają na wyjątkowe wydarzenie. Wpatrzeni w niebo – specjalnie na te okazję zdjęto dach budynku.

Nareszcie są. Na niebie błyska nieziemskimi światłami gigantyczne sombrero. Podlatuje statecznie nad zgromadzonych, którym z emocji zabrakło tchu w piersiach. Krzyki na widowni. Służby porządkowe odrywają swój wzrok od niesamowitego przybysza i pomagają omdlałym z szoku.

Nikt nic nie mówi, prawie, że nie oddycha. Słychać tylko odgłosy owadów i cichy szum silników ufo. Nagłe błysnęły światła i na scenę teleportowali się ONI. Twórcy największego hitu w historii Meksyku. Łzy wzruszenia płyna po twarzach słuchających, ekstatyczne okrzyki podnieconych muzyką. Tak obcy i dziwnie wyglądający, przybyli do nas z gwiazd, żeby zagrać tak bliską naszym sercom piosenkę.

JEJ.

Niespodziewajka…

…albo wiesz, kiedy to spotkasz.

Przydarzyło mi się to dzisiaj, kiedy szukałem tematu do kolejnego wpisu. Pośród setek netlabeli z mroczną, elektroniczną i bardzo niezależną muzyką znalazłem Album. Radosny, dziecięco naiwny, ale nie głupi. Dzięki niemu można znowu poczuć się jak siedmiolatek spacerujący ulicami Meksyku(o ile było się siedmiolatkiem z Meksyku, oczywiście). Miła odmiana po stresach i poważnych, dorosłych sprawach(albo innych równie poważnych nastoletnich problemach).

Album jest krótki. Trwa około 10 minut, co wystarczy, żeby zanurzyć się w atmosferze dzieciństwa i dzięki swojej długości nie nuży.

In a dream I’ve met a little fish
who got wings in his mind
He used them to fly so far
Slowly he slept & faded away.

I want you to meet my friend little fish
He’ll tell you and will teach you how to fly
He taught me, and now I’m flying
Let him teach you
And all together in the water float

Dobra dawka dzięcecej psychodelii. Sprawdżcie sami.

Flavia & The Motonets



Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.