W sumie nie wiem, czemu ten album zostałm otagowany jako hip hop i street music (pewnie chodzi wykorzystanie sampli), ale wiem jedno. Świetne połączenie muzyki arabskiej i free jazzu z nałożonymi na to spoken wordem (też po arabsku). Kimkolwiek jest autor, zna się na swoim fachu. Trochę Interzone Burroughsa (soundtrack do Naked Lunch to dobra rzecz, film jest świetny, a książkę mam po angielsku i po polsku, polecam), trochę mistycyzmu.
Wybaczam nawet pompatyczny pseudonim muzyka, Wings of an angel. Jego sprawa.
Z free jazzem też nie ma co przesadzać, żadnych ciężkich odjazdów. Powtarzając się, dobra rzecz. Bitnicy by to polubili. Ja też.
Doskonałe polączenie, przystępne, uduchowione. Autor opisuje to jako swoje najbardziej ezoteryczne nagranie, ale wiecie co, nie ma się czego bać.