Posty otagowane 'elektronika'

Nawet dragów nie potrzeba

Miałem straszyć dzisiaj wspaniałym połączeniem dwóch ulubionych gatunków – free jazz i noise (w skrócie free noise, tak, jest coś takiego.), ale nie będę. W zamian za to podam linka do mieszanki jazzu, improwizacji, noise i elektroniki. Nie ma tu ani jednego zbędnego dźwięku – całość układa się narastającą falami dźwiękową podróż. Piękne, pełne, przenikające się struktury i tony.

Psychodelia bez tanich efektów. Oczywiście, jak to zwykle bywa, głównie dla śmiałków.

Warto.

Przyznaję się do słabości

Muszę się przyznać, Kabałę opanowałem w stopniu co najwyżej podstawowym. Wiem, że dla każdego szanującego się okultysty to baza dla dalszych działań, ale kto twierdzi, że jestem szanującym się okultystą?

Argyle-E (sam się tak nazwał, proszę mnie nie winić) idzie w ślady Zeva (co przypomina mi, żebym znowu sięgnął do jego płyt) i nagrał płytę bedącą medytacjami nad kolejnymi sefirotami. Trudno mi ocenić wartość ezoteryczną tego albumu, ale dronowy ambient i elektronika dają radę.

Tutaj.

Recenzja muzyczna do wyimaginowanego nadętego portalu muzycznego

Dziecinnostrasznoawangardowe mashupy współczesnych laptop punków odkrywają na nowo eksperymenty industrialnych partyzantów z muzycznym mail artem. Internetowa współpraca wielu artystów udostępniających swoje, jakże różne, nagrania do zmiksowania zaowocowała niespodziewaną mieszaniną brzmień zaskakującą niczego nie spodziewającego się słuchacza…

…walić to. Krótkie mashupy mieszające wszystko ze wszystkim. Dobre i tyle.

Warto.

Kosmiczne plemię

Pierwsze wrażenie po kilku minutach albumu Tete Monde – kojarzy się z Residents czy Golozos. Później jednak autor zyskuje swój własny głos i miksując znalezione dźwięki, zapisy etniczne i efekty elektroniki tworzy jedna spójną całość dającą odczucie całkiem nowego, nieznanego plemienia. Nie znamy jego języka, rytuałów ani zwyczajów.

Słuchacz wchodzi w obcy świat kultury pierwotnej. Etnopsychodelia w świetnym wydaniu.

Tutaj.

Powód, dla którego muszę nauczyć się rosyjskiego

Rosjanie nagrywają sporo dobrej darmowej muzyki. Przykłądem niech będzie album Aleksiejów Rafiewa i Borisowa. Dronowata, głęboka elektronika z religijnymi tekstami. Prywatna muzyczna spowiedź. Gdybym tylko lepiej znał rosyjski i bardziej rozumiał przekaz. Mimo wszystko wciąż warto. Choćby dla uczucia płynącego z utworów. Nowa muzyka religijna.

Tutaj.

For your ears only

Mój kontakt z kulturą Filipin byl mniej niż skromny. W zasadzie ograniczał się do zerobudżetowej parodii Jamesa Bonda z karłem o imieniu Weng Weng w roli głównej. For your height only.

Ostatnio napotkałem drugi przejaw ich kultury. Równie dziwny i tani. Elektronika wymieszana z filipińską muzyką ludową. Jak to bywa z takimi plytami, większość utworów nadaje się na loungowe składanki dla naiwnych, jakie można znaleźć na supermarketowych wyprzedażach*, jednak i na niej są utwory godne uwagi – Tanday i Lablabbaan.

Spokojnie mógłyby się znaleźć na składance Potatoes – w której swoje podejście do muzyki ludowej i tradycji prezentowali Residents, Snakefinger, Ronaldo and the loaf i Negativland. Trochę naiwne, lekko dziwne, ale mimo wszystko świetnie nadające się do słuchania. Tylko dla tych utworów polecam Madlangkanta.

Tutaj.

*Byłem kiedyś naiwny i kupiłem.

Nowa szamanistyczna tradycja

Hedningarna sięgnęła do fińskich szamanistycznych, ludowych źródeł i nagrała je na nowo, mając nawet płytę z remiksami techno.

Wij nagrywa psychodeliczny rock oparty o okolice słowiańszczyzny.

Ole Lukoje gra mieszankę techno, rocka i syberyjskiego szamanizmu.

Kapela ze wsi Warszawa ma swoją wersję transowego, współczesnego, jednak wciąż osadzonego w tradycji, folku.

Do tej listy można dopisać Volgę. Cytując:

Successfully combining experimental electronics with contemporary dance rhythms and original Russian folklore, Volga is a unique project on the Moscow music scene. Pagan psychodelia, shamanism, authentic melodies and lyrics from ancient Russian texts (12th-19th centuries) are mixed with urban aesthetics.

Warto.

Elvis nie opuszcza jeszcze budynku

Stali czytelnicy zapewne wiedzą, że pracuję jako listonosz. Praca oficjalnie ośmiogodzinna, ale w rzeczywistości zależna tylko od ilości przesyłek i innych listów. Ostatnio zbierało się ich dużo i czas pracy potrafił się wydłużyć do dwunastu godzin (jak w ostatnim tygodniu). Dlatego nie będę mógł regularnie wrzucać planowych pięciu wpisów tygodniowo. Czasami więcej, czasami o wiele mniej lub wcale. Nie martwcie się, blog nie umarł i wpisy będą, tylko bardziej nieregularnie.

Na pocieszenie radosny, nowoczesny japońsko-szwajcarski electropop (zawsze chciałem umieścić tu radosny japoński pop, a to najbliższe, co mogłem znaleźć).

Kawaiiiii!

Kłamałem aka język to wirus z kosmosu

Miało nie być o pisarzach, a jest. O Williamie Burroughsie, jeśli chodzi o ścisłość. Poczytajcie zlinkowaną wikipedię, żeby dowiedzieć się więcej, człowiek za życia stał się ikoną kontrkultury i działał we wszystkich możliwych nurtach sztuki oraz ruchach społecznych. Będąc przy tym cały czas świeży i odkrywczy.

Skoro rzuciłem was do wikipedii, to czym będę pisał? O muzyce oczywiście. Muzycznych adaptacjach i nawiązaniach do jego książek (warto ich poszukać i przeczytać. swoją drogą).

Narkotyki, kontrkultura, stonogi, mugwumpy, Steely Dan numer 5, mitologia, radykalne poglądy – można chcieć więcej?

Nova Express

Ticket that exploded

Soft machine

Western Lands

Na koniec bomba dla uszu i mózgu – nagranie samego Burroughsa, jak dla mnie podstawa.

Tutaj

Bez słów

Do mojej skłonności do instrumentalnego hip hopu przyczyniły się dwie rzeczy – soundtrack do Ghost Dog Jima Jarmuscha oraz składanka Valis z takimi tuzami jak dj Spooky, dj Olive czy Spectre. Nazywać go turntablismem czy czymkolwiek innym lub wywodzić jego właściwy rodowód od eksperymentatorów muzycznych z lat 50tych, nieważne. Są i grają, a ja mam czego słuchać.

Karaoke Tundra – trochę bardziej elektroniczna i połamana wersja instrumentalneg hip hopu. Oprócz normalnych sampli i beatów pojawia sie miejscami brzęczenie i inne glitche. Wciąż daje radę. Ostatni utwór klasyczny i najlepszy.

Depth Effect – sample zastąpione elektroniką, ale podstawowy beat i flow hip hopu jest utrzymany. Nie ma na co narzekać, trzeba słuchać.

Pirate Radio Broadcast – o Dj Sheildzie już pisałem i nię będę się powtarzał. Człowiek jest świetny i tworzy gęste, świeże brzmienie. Perła.



Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.