Posty otagowane 'azja'

To nie jest chińska opera

Czego żałuję, ale też dobra muzyka. Ścieżka dźwiękowa do przedstawienia teatralnego na podstawie powieści Soul Mountain. Nie czytałem, podobno autor dostał za nią nagrodę Nobla. Albumu warto posłuchać jednak nawet bez znajomości książki.

Tutaj.

Non sequitur aka Kalina da ci kwiaty

…albo kolejny wpis z tyłka. Tym razem to chińskie piosenki rewolucyjne. Oldskulowa muzyka oraz aranżacja, muzyka moich dziadków z komunistycznymi tekstami i kowerem Katiuszy (z chińskim tekstem oczywiście). Dla nostalgicznych typów (zakładając, że ten blog czytają sześćdziesięcioletni fani chińskiego socrealizmu).

Tutaj.

Pusty jak wydmuszka

Będę okrutny. W większości przypadków w hip hopie nie obchodzi mnie tekst. Są oczywiście wyjątki. Saula Williamsa, Busdrivera i Gravediggaz słucham dla treści i flowu, a polski rap odrzuca mnie ze względu na nawijki właśnie. Jednak w większości ważniejszy jest sposób, w jaki raper płynie z tekstem.

Pozwalało mi to cieszyć się irańskim rapem, a teraz na słuchanie mongolskiego hip hopu. Nie wiem, o czym mówią i nie interesuje mnie to zbytnio. Nie jest to dzieło sztuki, beaty niekoniecznie mnie przekonują, ale emsi trzyma wszystko w garści. Plus egzotyka, zawsze łapałem się na egzotykę.

Odko aka En Route.

W 100% subiektywnie

Ostrzegam wszystkich: w tej właśnie chwili zawieszam wszelkie pozory obiektywności i zamieniam sie radykalnego fanboja. Sprawa jest prosta. Uwielbiam Kazu Makino. Jest Japonką i śpiewa lub szepcze, jakby przeżywała orgazm. Więcej mi do szczęścia nie potrzeba.

Fakt, że gra i śpiewa w Blonde Redhead, zespole, który również lubię, a który nawiązuje do no wave, postrocka i noise popu tylko dodaje i tak już wystarczających zalet. Czy mówiłem już, że jestem fanbojem? Niewystarczająco, chyba.

Kiedy trzeba, muzyka jest delikatna, w innych przypadkach głośniejsza. Oparta o dosyć skomplikowane struktury muzyczne i nie znudzi po dwóch przesłuchaniach. Ma emocje i nie starzeje się mimo, że przypomina mi czasy, kiedy byłem nastolatkiem.

Oceńcie sami.

Dwanaście małp? Lepiej dwieście!

Dzisiaj będzie tylko jeden utwór. Za to wyjątkowy. Mowa o Kecak. Tańcu opartym na rytuale egzorcyzmów z Bali odtwarzający walkę księcia Ramy i pomagających mu małp ze złym królem Ravaną.

Długi(20 minut) i transowy, polecam. W tym akurat nagraniu brało udział około dwustu osó spiewających jedną sylabę – cak.
Do posłuchania



Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.