Posty otagowane 'awangarda'

Nawet dragów nie potrzeba

Miałem straszyć dzisiaj wspaniałym połączeniem dwóch ulubionych gatunków – free jazz i noise (w skrócie free noise, tak, jest coś takiego.), ale nie będę. W zamian za to podam linka do mieszanki jazzu, improwizacji, noise i elektroniki. Nie ma tu ani jednego zbędnego dźwięku – całość układa się narastającą falami dźwiękową podróż. Piękne, pełne, przenikające się struktury i tony.

Psychodelia bez tanich efektów. Oczywiście, jak to zwykle bywa, głównie dla śmiałków.

Warto.

Zapraszam do eksperymentu

Nie, nie będzie bolało. Poświęćcie chwilę dla ciekawego multimedialnego doświadczenia.

Wyszukajcie malarza renesansowego Hansa Baldunga i oglądajcie jego obrazy i ryciny do muzyki zespołu Atomnaya Smena. Co je łączy?

Czarownice. Baldung uwielbiał je malować, a Atomnaya Smena nagrała album poświęcony kijowskiej Łysej
Górze, legendarnemu miejscu sabatów. Trochę symfoniczny, trochę elektroniczny, trochę awangardowy, trochę jazzowy.

Jak dla mnie wyjdzie z tego piękny medialny mashup.

Warto.

Szatan na wakacjach

Jak opisać ten album? Może tak:

Grupa wesołych studentów, początkujących szatanistów, zebrała się w domu jednego z nich, żeby wypalić nowokupiony haszysz. Nigdy wcześniej tego nie palili, ale warto spróbować, prawda? Przydałaby się do tego jakaś muzyka.Tu pojawił się problem. Przeszukali całe mieszkanie i żadnego metalu, ani nawet heavy rocka. Jedyne, co znaleźli, to muzyka eksperymentalna i współczesna po rodzicach intelektualistach. Włączyli losowo, co było, a album jest zapisem ich tripu.

Może spróbuję opisać to inaczej:

Młodzieńcza energia połączona z muzyką współczesną, kolażami i satanistycznymi herezjami (których i tak nikt nie traktuje poważnie). Wciąż mimo wszystko wesoła i nie narzucająca się ze swoimi eksperymentami. Młodość robi swoje.

Może jednak tak:

Belzebub po pracy lubi posłuchać fluxusa.

Tutaj.

Przegapiłem taki koncert

Nie mogę sobie darować. Naśladowcy Boredoms/Johna Zorna/japońskiej free noise awangardy podkładają ścieżkę dźwiękową pod operę mydlaną o policjantach. Już sam utwór jest świetny, nie mówiąc o kompletnym zestawie z równolegle nadawanym serialem.

Album nie brzmi, co prawda, jak policyjna opera mydlana, a raczej jak soundtrack z filmu Takashi Miike. Pewnie dlatego mi się podoba.

Dobry glina, zły glina, szalony glina.


Warto
.

Radośni Rosjanie rozrabiają

Nie wiem, co dokładnie, ale bimber wyszedł im niezły. Trochę Boredoms, Residents, sampli, gitar i zabawek. Dużo zabawy. Świetna rzecz.

Można porównać do polskiego Małego Szu, tylko bardziej rozrywkowego.

Warto.

Produkt zastępczy

Einsturzende Neubauten pomimo swojego industrialnego rodowodu, a może dzięki niemu, w sumie, miało kilka podejść do klasyki literatury i dramatu. Nagrali muzykę do Fausta, jeden z jej członków wpsółpracował przy muzycznej adaptacji Piekła Dantego. Ten wpis miał być poświęcony właśnie temu ostatniemu albumowi, jednak prawa autorskie zmusiły Ubuweb do usunięcia Radio Inferno. Szkoda, bo świetna rzecz. No i John Peel w roli narratora. No i zlewka z Burroughsa i Duchampa. No, świetna rzecz.

W zamian za to inne nagranie – Crashing Aeroplanes. Równie dobre. Nagrania z czarnych skrzynek jako punkt wyjściowy. Warto znać niemiecki.

Tutaj.

Empik to kapitalistyczne świnie

Casami się do czegoś przydaje. Dzięki niemu kupiłem na przecenie dwie płyty Mortona Feldmana i monologi Elfridy Jelinek przerobione na muzykę (wszystko za 70 zeta, jej).

Mortona Feldmana warto znać. Można posłuchać jego dwóch kompozycji tutaj. Z Elfridą Jelinek jak kto lubi. Brutalna, feministyczna proza.

Wpis będzie jednak o kim innym. Kenneth Kirschner był uczniem Cage’a i Feldmana. Opisujcie jak chcecie, ja się nie znam, ale lubię. Subtelne, minimalistyczne, współczesne.

Tutaj archive.org
Tutaj strona autora z jeszcze większą ilością muzyki.

Manifest artystyczny?

The sound plays inside the vault of the thought, and its innumerable thinkings invoke the presence of to be, reverberating inside an acoustic architecture and producing arguments that debilitates the disintegration power of death.

The vault enclosure of the skull is the revelation’s temple, it acts like a reverberating box amplifying the spirit and giving to its mystery a aesthetic dimension that is projected like ontology. It is similar to Celestial mechanics, that animates the humans thoughts and makes fire their living space.
This music is a metaphor of the organic operation of life, to try to figure out its intelligence. The goal is not to create a mimetic soundscape, but also convert sounds into sentences of a static language, to transform invaded places by dead silence, into thinking places
.
Carlos Suárez

Niech sobie artysta gada co, cu mu ślina na język przyniesie. Nagrał dobrą muzykę, to wystarczy. Pełną, tworzącą świetne psychomuzyczne struktury i rzeźby. Pogańską w duchu. Sam jednak zaczynam zbaczać w stronę smucenia krytyków od awangardy. Więc zostawiam was sam na sam z dźwiękiem.

Warto.

Czas na poezję konkretną

Na przykładzie Charlesa Amirkhaniana.

Kompozytor tworzy struktury z nakładających się zapętlonych cut-upowanych* słów i fraz. Dodaje czasami elementy perkusji. Wszystko daje minimalistyczne, hipnotyczne brzmienie. Warto.

Tutaj.

*Jak u Williama Burroughsa na ten przykład.

Teraz będę straszył

Trafiłem na muzykę, która od razu mi podeszła. Co to znaczy, stali czytelnicy tego bloga wiedzą na pewno. Nie trzeba jednak od razu zmieniać strony. To tylko postfolknoise. Akustyczne, swobodne i tylko czasami freakoutowo noisowe granie. Duchowi spadkobiercy improwizacji, Gerogerigegege i Boredoms/OOIOO w folkowym wcieleniu. Mówiłem, że dobre.

Określając ich jeszcze inaczej – Sandy Bull na złym tripie.

Lżejsze brzmienie.
Cięższe brzmienie.

Warto.

Następna strona »



Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.