Posty otagowane 'ambient'

Przyznaję się do słabości

Muszę się przyznać, Kabałę opanowałem w stopniu co najwyżej podstawowym. Wiem, że dla każdego szanującego się okultysty to baza dla dalszych działań, ale kto twierdzi, że jestem szanującym się okultystą?

Argyle-E (sam się tak nazwał, proszę mnie nie winić) idzie w ślady Zeva (co przypomina mi, żebym znowu sięgnął do jego płyt) i nagrał płytę bedącą medytacjami nad kolejnymi sefirotami. Trudno mi ocenić wartość ezoteryczną tego albumu, ale dronowy ambient i elektronika dają radę.

Tutaj.

Z lenistwa

Mógłbym opisać muzykę swoimi słowami, tylko po co?

This “Calendaires”-release contains two parts, both together over 50 minutes long. Part one begins in a very dark context. Deep, growling bass sounds coming to the surface very slowly, bringing some motives and melodies with them. All these parts are layered together to a monumental and threatening wall of sound, which collapses and falls apart into a deep and dark soundscape again. Part two brings more light to the listener. Little chime-pieces lead to a wide field of melodies and sounds rushing around, bringing back memories.

Tutaj.

Na deser zaś duet na fortepian i maszynę do szycia. Tak zresztą trafiłem do pierwszego opisanego albumu. Linki są fajne, nie?

Tutaj.

Mullholland Drive? Nie, Lakeshore Drive

W zasadzie wystarczyloby jedno słowo:

psychodelicznoambientowonoisowyfreakfolk

Od psychodelicznego wprowadzenia poprzez noisowe nawiedzenie, ambientową atmosferykę po freakfolkowe gitary i spoken wordową spowiedź na końcu.

Jest w tym albumie coś z nastroju filmów Lyncha. W większości instrumentalny album opowiada w kolejnych utworach jedną spójną historię. Cytując oklepane już stwierdzenie – film dla ucha.

Warto
.

Nie mogę znaleźć tytułu

Jeśli ktoś wspomina o ambiencie i elementach jazzu, spokojnym brzmieniu we współczesnym rocku to pierwsze co się narzuca, to postrock. Sa jednak zespoły, którym udało udało się uniknąć tej mocno przetartej ścieżki. Przykładem niech będzie Farta Cecilia. Wciąż jest trochę jazzowo, trochę ambientowo, bliżej im jednak Soft Machine. Niech to skojarzenie nikogo nie zmyli – znaleźli wlasne brzmienie i nie wspomagają się wyłącznie wynalazkami sprzed 20 – 30 lat.

Warto.

Noc w operze

Jeden utwór, ale za to jaki. Cytując recenzję:

Bartok meets Eno in a foxhole full of naked opera singers.

Coś jest na rzeczy. Polecam.

Tutaj.

Syberyjska synestezja

Mam problem z albumem Gulstry Artiklera. Jest świetny, to muszę przyznać. Kłopot pojawia się próbie opisania dźwięków. Przychodzą mi na myśl filmy Andrieja Tarkowskiego, album z malarskimi impresjami muzycznymi Isuzu Kochiwy, rosyjski awangardowy folklor z tego wpisu.

Różnorodne dźwięki, od field recordings do elektroniki, akustycznych instrumentów i ludzkich głosów tworzą swietną organiczną całość nie rażącą tanim ambientem. Zaskakującą ciepłą i głęboką.

Posłuchajcie sami.

Czas na deser

Przetrwaliście poprzedni wpis. Nadszedł czas na deser i chill-out. Wciąż dobra psychodelia, jednak z melodią i bardziej przystępna. Obiecuję.

Immara – jazz, ale nie całkiem free, z dodaną psychodelią i świetnym przestrzennym brzmieniem.

Paavoharju – avant-folk, ambient i psychodelia. Po wcześniejszych ekscesach wchodzi jak nóż w masło i brzmi jak pop.



Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.