Nieznana legenda muzyki.
luty 7, 2009
Teraz tylko film z jutuba. Za to jaki. Odkryłem kolejnego nieznanego geniusza rocka. Rzecz jest tak abstrakcyjna, surrealistyczna, outsiderska i prymitywna, że aż piękna. Uwaga: wytrzymajcie do końca wideła, warto. Perełka z perkusistą na sam koniec.
Forrestville rocks!
Forrestville rocks!
Forrestville rocks!
Długa droga donikąd
listopad 30, 2008
Prawie tak brzmią Pixies w kowerze In heaven. Co prawda średnio lubię Buttholi, a Pixies jeszcze mniej, to nie mogę odmówić ich muzyce jakości i charyzmy.
Nie umywa się to jednak do oryginalnego utworu napisanego przez Petera Iversa, klasyka undergrundu, promotora i prekursora wielu później znaczących nurtów muzycznych.
In heaven powstalo na potrzeby Eraserhead – pierwszego filmu Davida Lyncha. W tym filmie widać wszystkie obsesje i kierunki, które później rozwijał.
Tym oto pokrętnym sposobem doszlismy do głównego tematu tego wpisu. Muzyki Edwina Morrisa, który wzorując się na soundtrackach Badalamentiego i grając trochę podobnie do Bohren und Der club of gore, nagrywa swoje niebezpiecznosenne gitraowe drony. Warto.
Przygotowań do świąt ciąg dalszy
listopad 23, 2008
Pewnie nie ostatni wpis o świętach. Tym razem ostateczny film o świętym Mikołaju.
Santa Claus conquers the Martians
Fabuła jest prosta. Film zaczyna się reportażem z warsztatu Gwiazdora na biegunie oglądanym, jak się okazuje, przez smutne marsjańskie dzieci. Zauważa to ich ojciec, który postanawia porwać świętego na Marsa. Marsjanie to zimne i logiczne sukinsyny i nie rozumieją emocji, ale święty to zmieni. Zerowe aktorstwo, zerowe dekoracje, idiotyczna fabuła. Klasyczne kino klasy Z z lat 50tych. Nie wolno zapomnieć o marsjańskich hełmach zrobionych z przypadkowo sklejonych antenek, rurek i sprzętów kuchennych.
Film rządzi. Jest za darmo, więc rządzi tym bardziej. Musicie go obejrzeć – to jest rozrywka!
Trzy powody, dla których lubię krautrock
październik 31, 2008
Powód pierwszy
Powód drugi
Powód trzeci
Dobrze, oszukałem was. Wszystkie piosenki zostały nagrane przez Can. Co mogę poradzić. Od tego zaczęło się moje słuchanie krautrocka. dopiero później odkryłem Faust, Guru Guru, Amon Duul, Neu! i resztę zespołów. Hipnotyczne, transowe, wciąż swieże pomimo ponad trzydziestu lat.
Nie tylko zresztą ja jeden lubię krautrock. Mnóstwo grup się na nich wzoruje, Japończycy do tej pory grają w ten sposób. Les rallizes denudes, chociażby.
Ten wpis będzie o brazylijskich spadkobiercach, a dokładniej o Botanicos. Bardziej improwizowane, płynące brzmienie, krautrock zmieszany z free jazzem. Pychota. Nie mam ich płycie nic do zarzucenia. Co najważniejsze, strawne dla każdego.
I heart Guy Maddin
wrzesień 23, 2008
Wspomniałem o nim wcześniej. Teraz zapraszam na jego filmy (o tym, że jest dla mnie geniuszem, nie muszę wspominać) :
Heart of the world
Zookeeper workbook
Sissy Boys Slap Party
Sombra Dolorosa
The Ultimate Elvis Collection 4
lipiec 6, 2008
El Vez to meksykański naśladowca Elvisa, który postawił sobie wielki cel. Używa tego kostiumu do przekazywania społecznych treści. Dodatkowo mocno bawi się warstwą muzyczną. Niestety znowu brak mp3.
Reportaż o El Vezie
El Vez rządzi na koncertach
Haraszo, ocień haraszo
czerwiec 22, 2008
Mam słabość do rosyjskiego. Wystarczy, że ktoś śpiewa w tym języku i mogę wiele wybaczyć. Jednak w przypadku Stellar Mandarin nie muszę na nic przymykać oczu ani uszu. Ta muzyka jest doskonała.
Spójrzmy na tagi jaki została oznaczona:
experimental
free jazz
psychedelic rock
dodekafonia
psychopera
Jeśli to nie przekonało, polecam youtube:
Jeśłi wciąż nie jesteście przekonani, to dlaczego czytacie tego bloga?
Tak czy inaczej, muzykę można pobrać stąd.
Rzeczy, które robisz w Islandii, będąc robotnikiem budowlanym
czerwiec 15, 2008
Natura w Islandii sprawia różne niespodzianki. W trakcie nocy polarnej można zobaczyć słońce i księżyc jasno świecące jednocześnie naprzeciwko siebie w połowie nieboskłonu, najdziwniejsze kolory chmur oraz najważniejsze – zorze polarne. Zorze potrafiły zatrzymać pijanych w sztok robotników budowlanych wracających samochodem z baru, by wysiedli z samochodu w kompletnej dziczy(czytaj – większości islandzkich terenów) i podziwiać je z opadniętymi szczękami.
Nie obchodzi mnie, jaki jest powód ich powstawania, są świetne.
Stephen McGreevy nagrywa zorze polarne. szumy i zakłócenia elektromagnetyczne jakie powodują. Co daje równie dobry minimal noise ambient jak obrazy z powyższego filmu.
Znowu Rio funk
czerwiec 8, 2008
Tym razem reportaż o tym gatunku. Jak to bywa z reportażami – sporo kitu dla dziennikarzy, obrony przed możliwymi krytykami i gadających głów, ale warto zobaczyć
Miłego oglądania.
Prawda o prawdziwym mężczyźnie
czerwiec 2, 2008
Prawdziwy mężczyzna nie musi zasadzić drzewa.
Prawdziwy mężczyzna nie musi zbudować domu.
Prawdziwy mężczyzna nie musi splodzić potomka.
Prawdziwy mężczyzna musi mieć maskę meksykańskiego zapaśnika. Po prostu. Sami zobaczcie.
El santo, jeden z najbardziej znanych zapaśników w Meksyku, wystapił w ponad pięćdzieściu filmach, odsłaniając twarz dopiero na kilka lat przed śmiercią. Maska zapaśnika jest jego siłą, duszą i symbolem. Znakiem prawdziwego mężczyzny.
Możecie je kupić w tym sklepie internetowym (jak ja to pewnie zrobię), który nie płaci mi za reklamę. Serio. Obejrzeć też warto. Mają piękne wzory.
Co do muzyki – Lady Bombon vs. Gigaboy to moi faworyci, których chciałbym zobaczyć w soundtracku do współczesnego filmu o luchadorach. Taneczne, funkowe i ma energię. Trochę posmaku meksykańskiego electro i fantazji. Załóż maskę i idź na densflor, tak jakby to zrobił Santo.