Pewnie nie ostatni wpis o świętach. Tym razem ostateczny film o świętym Mikołaju.

Santa Claus conquers the Martians

Fabuła jest prosta. Film zaczyna się reportażem z warsztatu Gwiazdora na biegunie oglądanym, jak się okazuje, przez smutne marsjańskie dzieci. Zauważa to ich ojciec, który postanawia porwać świętego na Marsa. Marsjanie to zimne i logiczne sukinsyny i nie rozumieją emocji, ale święty to zmieni. Zerowe aktorstwo, zerowe dekoracje, idiotyczna fabuła. Klasyczne kino klasy Z z lat 50tych. Nie wolno zapomnieć o marsjańskich hełmach zrobionych z przypadkowo sklejonych antenek, rurek i sprzętów kuchennych.

Film rządzi. Jest za darmo, więc rządzi tym bardziej. Musicie go obejrzeć – to jest rozrywka!

Tutaj.

Whachamacallit, Esquivel?

październik 19, 2008

Kolejny trójkowy wpis. Płyty ze space age popu na które poluję.

1. jazz grany na dudach
2. muzyka Wagnera zaaranżowana na easy listening
3. przepisy na zaklęcia dla gospodyń domowych deklamowane zmysłowocygańskim głosem do “egzotycznej” muzyki dla powyższych

Po tym krótkim wstepie powinniście być gotowi na exoticę. Nie zapomnijcie o drinkach z palmami.

Tutaj.