Niebezpieczne kobiety, niebezpieczne filmy
lipiec 26, 2009
Na okladce widnieje blondynka ze spojrzeniem femme fatale i papierosem w ręku. Zdjęcie wygląda na lekko prześwietlone, z przewagą czerwieni.
Są zespoły, które pomimo tego, że grają okołopopową muzykę, potrafią robić w to sposób naprawdę niepokojący. Słuchacz wchodzi w nagrania z drżeniem serca, szuka podtekstów i atmosfery.
Z Cool i płytą Seduction jest podobnie. Nerwowoerotyczne Savannah, tindersticksowocavowe The Bedroom door, postpunkowe Head, easylistingowe Cool. Płyta krąży wokół klimatu filmów Lyncha, Jessa Franco i włoskich horrorów, dodając do tego wszystkiego sporo ironii i undergrundowej surowości.
Przegapiłem taki koncert
lipiec 16, 2009
Nie mogę sobie darować. Naśladowcy Boredoms/Johna Zorna/japońskiej free noise awangardy podkładają ścieżkę dźwiękową pod operę mydlaną o policjantach. Już sam utwór jest świetny, nie mówiąc o kompletnym zestawie z równolegle nadawanym serialem.
Album nie brzmi, co prawda, jak policyjna opera mydlana, a raczej jak soundtrack z filmu Takashi Miike. Pewnie dlatego mi się podoba.
Dobry glina, zły glina, szalony glina.
Lubię kino akcji z lat 80tych
luty 22, 2009
Ucieczka z Nowego Jorku, filmy ze Stallonem, Bronsonem i całą resztą twardzieli. Co dziwne, nie drażni mnie w nich nawet ścieżka dźwiękowa. Dlatego spokojnie łyknąłem też Escape from Hawaii. Muzyka do fikcyjnego filmu akcji jest osadzona w epoce, co więcej chętnie obejrzałbym ten film.
To nie jest chińska opera
luty 7, 2009
Czego żałuję, ale też dobra muzyka. Ścieżka dźwiękowa do przedstawienia teatralnego na podstawie powieści Soul Mountain. Nie czytałem, podobno autor dostał za nią nagrodę Nobla. Albumu warto posłuchać jednak nawet bez znajomości książki.
Vaatican Records
styczeń 24, 2009
Na stronę tego wydawnictwa warto zajrzeć choćby dla ściany okładek. Po raz pierwszy projekty graficzne dla netlabela w jakiś sposób mnie poruszyły. Doskonale przy tym oddają muzykę wydawaną przez to wydawnictwo – surrealistyczną, soundtrackową elektronikę we wszystkich odmianach. Nie przejrzałem jeszcze wszystkiego, ale na pewno ściągnąć Zama. Skrzyżowanie Esquivela i Corneliusa podlane kwasowym, filmowoturntablizmowym nastrojem.
Resztę sprawdzajcie sami, na pewno znajdziecie coś dla siebie. Albumów jest naprawdę dużo.
Tańczenie religii
grudzień 27, 2008
W tym wpisie muzyka, którą chciałbym zobaczyć na żywo. Shekhinah to muzyka do teatru tańca. Wyjątkowa na tyle, że oparta o modyfikowane ludzkie głosy i nadająca przedstawieniu atmosferę, a nie podstawę do tańca. Jeszcze ciekawsza, bo wykorzystuje żydowską mistykę i religię. Reszta już zależy od słuchacza. Mi podchodzi.
Długa droga donikąd
listopad 30, 2008
Prawie tak brzmią Pixies w kowerze In heaven. Co prawda średnio lubię Buttholi, a Pixies jeszcze mniej, to nie mogę odmówić ich muzyce jakości i charyzmy.
Nie umywa się to jednak do oryginalnego utworu napisanego przez Petera Iversa, klasyka undergrundu, promotora i prekursora wielu później znaczących nurtów muzycznych.
In heaven powstalo na potrzeby Eraserhead – pierwszego filmu Davida Lyncha. W tym filmie widać wszystkie obsesje i kierunki, które później rozwijał.
Tym oto pokrętnym sposobem doszlismy do głównego tematu tego wpisu. Muzyki Edwina Morrisa, który wzorując się na soundtrackach Badalamentiego i grając trochę podobnie do Bohren und Der club of gore, nagrywa swoje niebezpiecznosenne gitraowe drony. Warto.
Problem z okultystami
październik 1, 2008
U większości okultystów denerwuje mnie jedna, podstawowa rzecz – są tak cholernie nadęci. Patrząc na ich poważne rytuały, magię i całą resztę wydaję się, że nie załapali podstawowej rzeczy. Magia to wielki, kosmiczny żart. Jeśli go zrozumiesz, będziesz radosny i wolny, a cała otoczka potrzebna jest tylko, żeby odrzucić zbędne rzeczy zasłaniające puentę dowcipu.
Jodorowski to wie. Reżyser, aktor, muzyk, scenarzysta komiksowy i znawca tarota potrafił nakręcić El Topo jako film, który działa na wielu plaszczyznach. Żeby poznać w pelni jego symbolikę, owszem, warto znać tarota, jednak ogląda się go dobrze jako psychodelię, dziwny western albo po prostu mocny film.
Tutaj można znaleźć scenariusz i uwagi oraz wywiady z reżyserem.
Tutaj zaś scieżkę dźwiękową z filmu. Warto zainteresować się obiema rzeczami.
Jimmy Trash, wcale nie punk
wrzesień 23, 2008
Sprawdzając, co gra Jimmy Trash and the Gunpowder Temple of Heaven, nie spodziewałem się wiele. Kolejny gówniany postrock pewnie lub coś gorszego. Jednak było warto. Człowiek jest naprawdę dobry, a jego soundtrack do The man who poisoned the sun (który wygląda w trailerze na mocno zainspirowany Guyem Maddinem), daje radę. Jazda po gatunkach i skakanie od muzyki współczesnej, kameralnej, rock’n'rolla, musicalu do thereminu. Wszystko to z wyobraźnią i jajem. Bardziej niż warto.