Okrutny dylemat

wrzesień 27, 2008

Lata pięćdziesiąte i sześćdziesiąte. Rock’n'roll, soul i doo wop. Powinny budzić nostalgię i być retro. Dlaczego więc słucha mi się ich lepiej, o biciu na głowę współczesnego popu/rocka nie mówiąc? Pytanie brzmi:

Z kim nie jest tak – ze mną czy współczesnym popem.

Oceńcie sami.

Jak łatwo zauważyć, aktualizacje stały się rzadsze. Jednak blog przekroczył pięścdziesiątkę, a w tym wieku żyje się wolniej. Zazwyczaj. Na pomoc przychodzi punk’n'rollowa viagra i przykład Jona Spencera lub Micka Collinsa.  Spójrzcie na to:

Niech się schowają indierockowi prawiczkowie – Jon Spencer rządzi. Koniecznie obejrzyjcie do końca. Niestety nie ma darmowych mp3.

Mick Collins nie jest gorszy. Garażowy soul’n'punk. Grany przez murzyna z Detroit. Co może być lepsze?

Czas na mp3:

Viagra nr 1

Viagra nr 2