Strona perełka. Mp3 takich osób jak:

Terence McKenna
Robert Anton Wilson
Albert Hoffmann
Houston Smith
Mark Pesce
Marilyn Fergusson
Joseph Campbell

Poznajecie nazwiska? Jeśli tak, to wiecie, że warto posłuchać. Jeśli nie, to wierzcie mi na słowo.

Tutaj.

Po włosku tym razem. Włoskiego nie znam (poza paroma przypadkowymi slowami) i dlatego tytuł jest po niemiecku. Co do samej muzyki. Dwudziestominutowe jamsession w stylu kosmicznopsychodelicznego grania z lat 60-, 70tych. Psychodeliczne efekty nałożone na krautrockowy szkielet z obligatoryjnymi fragmentami z radia. To w żadnym przypadku zarzut. Nie ma w tym wiele nowego, ale miło się slucha. Nie mówiąc juz o tym, że około 8 minuty muzycy zaczynają tworzyć fajne, gęste brzmienia.

Tutaj.

Grant Morrison narzekał w Invisibles, że murzyni wybrali paternalistyczny Islam zamiast religii pozwalającej im na wolność. Nie zauważył pewnie afrofuturyzmu. Ruchu kulturowego mieszającego afrykańskie tradycje z nurtami sf, przedstawiającego murzynów jako spadkobierców cywilizacji i przybyszów z kosmosu, posłańców przyszlości. W dodatku podanego z jajami i stylem. Sun Ra, George Clinton, Herbie Hancock. Z pisarzy chociażby Samuel R. Delany.

Dlatego warto polecić spadkobierców afrofuturyzmu – Solstice. Jazzrockowe fusion. Warto.

Do posłuchania.
Do ściągnięcia.

Święta coraz bliżej

listopad 9, 2008

W sklepach już pojawiają się Mikołaje i ozdoby choinkowe. Czas pomysleć o prezentach (nie jestem gorliwym katolikiem, muszę przyznać). Ja już zdecydowałem. Kupię wszystkim działki na księżycu – za 20 dolarów można dostać całkiem spory teren na jasnej stronie. Dostanie ją nawet mój pięcioletni siostrzeniec. Mam nadzieję, że do czasu, gdy dorośnie, będzie mogł z niej pożytek. Minie w końcu około 25 lat, prawda?

Dlatego w tym wpisie będą pozytywne zespoły dające szanse na przyszłość. The Spacetones grają przyjemny hip hop z kosmicznym klimatem. Brakuje im co prawda trochę szlifu w podkładach, ale podobnie do rozwoju technologii, mają potencjał na przyszłość i nawet teraz nie są kiepscy.

Podobnie Rene Vis z albumem Holiday upon the moon. Lekko dziwny elektroniczny pop domowej roboty. Ma ciepły urok starej sf pełnej nadziei i wiary w czlowieka. Mógłby być grany na gwiazdkowych imprezach na księżycu. Czekam na jego album z kolędami. Dobry outsider pop, po prostu.

Holiday upon the moon
The Spacetones

Przyznaję się

październik 13, 2008

Mam tylko jedną płytę Sun Ra i nie jest to Space is the place (Heliocentric worlds of Sun Ra pt. II, dla ciekawych).

Kiedy trafiłem na The Sunny Blount Project, nie miałem wielkiego odniesienia do materialu źródłowego – album powstał wyłącznie z wykorzystaniem sampli z muzyki Sun Ra -wszechstronnego muzyka, samozwańczego kosmity, mistyka i wizjonera. Nie zmienia to faktu, że mi się podoba. Kosmiczna, jazzowa, noisowa, elektroniczna i ekscentryczna. Z wyobraźnią. Nie wiem, ile w tym samego Ra, a ile Ericka D’Oriona, który ten miks zmontował, ale świeże, niesie mocną treść i dobrze nagrane. Pewny hit w mojej mp3grafii.

No i muszę przez ten album kupić więcej płyt Sun Ra.

Stanowczo polecam.

Natura w Islandii sprawia różne niespodzianki. W trakcie nocy polarnej można zobaczyć słońce i księżyc jasno świecące jednocześnie naprzeciwko siebie w połowie nieboskłonu, najdziwniejsze kolory chmur oraz najważniejsze – zorze polarne. Zorze potrafiły zatrzymać pijanych w sztok robotników budowlanych wracających samochodem z baru, by wysiedli z samochodu w kompletnej dziczy(czytaj – większości islandzkich terenów) i podziwiać je z opadniętymi szczękami.

Nie obchodzi mnie, jaki jest powód ich powstawania, są świetne.

Stephen McGreevy nagrywa zorze polarne. szumy i zakłócenia elektromagnetyczne jakie powodują. Co daje równie dobry minimal noise ambient jak obrazy z powyższego filmu.

Polecam.

Miało nie być o pisarzach, a jest. O Williamie Burroughsie, jeśli chodzi o ścisłość. Poczytajcie zlinkowaną wikipedię, żeby dowiedzieć się więcej, człowiek za życia stał się ikoną kontrkultury i działał we wszystkich możliwych nurtach sztuki oraz ruchach społecznych. Będąc przy tym cały czas świeży i odkrywczy.

Skoro rzuciłem was do wikipedii, to czym będę pisał? O muzyce oczywiście. Muzycznych adaptacjach i nawiązaniach do jego książek (warto ich poszukać i przeczytać. swoją drogą).

Narkotyki, kontrkultura, stonogi, mugwumpy, Steely Dan numer 5, mitologia, radykalne poglądy – można chcieć więcej?

Nova Express

Ticket that exploded

Soft machine

Western Lands

Na koniec bomba dla uszu i mózgu – nagranie samego Burroughsa, jak dla mnie podstawa.

Tutaj

Industrial umarł

maj 25, 2008

Jego pomysłami żywią kolejne się kolejne pokolenia muzyków, czasami pozersko kopiujących stare patenty i sprzedające je naiwniakom jak oszuści do tej pory handlujący do tej pory kawałkami muru berlińskiego. Kilka pomysłów i stylistyka starego industrialu w jeszcze bardziej radykalnej otoczce – więcej nazistów, więcej brutalnego seksu, więcej okultyzmu! Na muzykę nie przekłada się to w żaden sposób – wczesne Throbbing Gristle zjada ich wszystkich na śniadanie.

Są tez czasami dobre strony śmierci industrialu. Część muzyków rozwija pomysły industrialne – stąd noise, dobre techno i kilka innych rzeczy. Sypha Nadon jest właśnie takim kontynautorem ducha industrialu. Minimal, noise, atmosfera i przekaz. Wszystko jest na swoim miejscu. Rytualna energia porównywalna z La Luna Holgera Czukaja i starym industrialem, a to o czymś świadczy(jeśli ktoś słyszał te płytę Czukaja i stary industrial, oczywiście).

Tutaj.

Jestem wielkim fanem Philipa Dicka. Sczególnie lubię jego późniejsze powieści za ich paranoję i jednoczesną wrażliwość. Mieszanie przyziemnych problemów z wielkimi sprawami, tematami oraz psychodelicznym stylem jego prozy.

Kolekcjonuję też nagrania oparte o jego twórczość. Mam operę Toda Machovera na podstawie Valis, DWW nagrane przez Richarda Pinhasa.

Bubzigohn ze swoim darmowym albumem trafił w mój czuły punkt. Gdyby Dick był muzykiem nagrałby taki album, jak The left-hand path to jahweh’s doorstep. Po prostu. Ścieżka dźwiękowa do podrózy po psychicznym krajobrazie PKD, ale proszę się nie obawiać – żadnego noise. Rozjechany pop, anti-folk, trochę psychodelii.

Wejście tutaj.

Strona muzyka ma więcej dickowskich perelek.

Czas na deser

kwiecień 30, 2008

Przetrwaliście poprzedni wpis. Nadszedł czas na deser i chill-out. Wciąż dobra psychodelia, jednak z melodią i bardziej przystępna. Obiecuję.

Immara – jazz, ale nie całkiem free, z dodaną psychodelią i świetnym przestrzennym brzmieniem.

Paavoharju – avant-folk, ambient i psychodelia. Po wcześniejszych ekscesach wchodzi jak nóż w masło i brzmi jak pop.