Energetyczne.

Dobrze nosi.

Z przekazem.

Mieszanka afro, jazzu, bluesa i hip hopu z Francji (pozwolę sobie ukraść opis ze stony na archive.org).

Może nie są szczególnie ekscentryczni, ale dobrzy są na pewno.

D’Exils en itinéraires

Warto.

Zrobiłem to dla ratowania premii kwartalnej i płyt dołączanych do pisma*. Jednak wiecie co? Wciąż wolę darmowe albumy znajdowane w sieci. Jak na przykład Rollerball: The thief on the right. Free jazz funk i piosenki, jak to nazwali. Naprawdę dobrze się słucha.

Warto.

*Trochę też z sentymentu. Miałem u nich kiedyś pracować na pól etatu. Z mojej winy nie doszło do skutku.

Dobrze, może nie najlepszy, ale na pewno zabawny. Czasami jazzujące przeróbki klasyki popu z politycznymi tekstami. Chyba politycznymi, nie znam hiszpańskiego, więc kojarzyłem co czwarte słowo. Tak czy inaczej, dobre.

Tutaj (dwa albumy).

Nie mogę znaleźć tytułu

grudzień 21, 2008

Jeśli ktoś wspomina o ambiencie i elementach jazzu, spokojnym brzmieniu we współczesnym rocku to pierwsze co się narzuca, to postrock. Sa jednak zespoły, którym udało udało się uniknąć tej mocno przetartej ścieżki. Przykładem niech będzie Farta Cecilia. Wciąż jest trochę jazzowo, trochę ambientowo, bliżej im jednak Soft Machine. Niech to skojarzenie nikogo nie zmyli – znaleźli wlasne brzmienie i nie wspomagają się wyłącznie wynalazkami sprzed 20 – 30 lat.

Warto.

Grant Morrison narzekał w Invisibles, że murzyni wybrali paternalistyczny Islam zamiast religii pozwalającej im na wolność. Nie zauważył pewnie afrofuturyzmu. Ruchu kulturowego mieszającego afrykańskie tradycje z nurtami sf, przedstawiającego murzynów jako spadkobierców cywilizacji i przybyszów z kosmosu, posłańców przyszlości. W dodatku podanego z jajami i stylem. Sun Ra, George Clinton, Herbie Hancock. Z pisarzy chociażby Samuel R. Delany.

Dlatego warto polecić spadkobierców afrofuturyzmu – Solstice. Jazzrockowe fusion. Warto.

Do posłuchania.
Do ściągnięcia.

Dj Spooky to znana i uznana marka. Bywa pozerski i czasami wolę posłuchać Dj Olive, ale jego Optometry wciąż rządzi w moim odtwarzaczu. Jeśli więc ma album na Jamendo, to nie zastanawiam się ani chwili i od razu ściągam jego hip hopowe, turntablizowane jazzy.

Nie ma na co czekać.

Prosta sprawa

październik 4, 2008

Naprawdę prosta. Jest człowiek nazywający się Brennen Reece. Bardzo dobry gitarzysta bluesowojazzowy, który udostępnia za darmo swoje swoje nagrania i jakby to powiedzieć, bardzo dobrze gra. Za darmo udostępnia, no.

Z powodu problemów z blogiem muzyki tymczasowo można posłuchać tutaj. Wciąż warto.

Muzyka z poprzedniego wpisu pochodziła z białoruskiej wytwórni Haze. Warto tam zajrzeć, oprócz tradycyjnych dla netlabeli wszelkich odmian elektroniki (w tym przypadku bardziej radykalnej) można takie znaleźć perły jak minimalistyczny blues/jazz Jewgienija Konowalowa.

Nie ma powodu, żeby pisać coś więcej. Idźcie słuchać i tyle.

Warto, po prostu.

Kerouac zabił mojego psa

lipiec 27, 2008

Charles Bukowski napisał kiedyś o Kerouacu – “pisarz, który zdobył sławę, bo wyglądał jak kowboj”. Lubię Bukowskiego, ale z jego zdaniem o Jacku Kerouacu się nie zgadzam.

Istnieją dwa rodzaje poezji/prozy. Jedna powinna być czytana, druga powinna być czytana na głos. Tworczość beatników należy do drugiej kategorii.

Dobrym kluczem dla tworczości beatników jest jazz. Jest w nim improwizacja i oddolne tworzenie muzyki z różnych, niekoniecznie przystających do siebie rytmów. Jazz na początku jest chaosem.

Kerouac w swoim San Francisco Blues stwierdza: “czytaj te wiersze bez przerywania i pozwól się nieść rytmowi, inaczej nie ma sensu”.

Moje pierwsze zderzenie z Kerouackiem miałem jeszcze w szkole średniej. Rytm mnie złapał, ale niekoniecznie zrozumiałem wtedy wszystko. Jak teraz patrzę na jego powieści i wiersze, to zaczynam je doceniać. Jasne, są pisane z emfazą i trochę lansiarskie, ale to samo można powiedzieć o Bukowskim (lansik przynajmniej). Większość beatników miała podobny styl – młodogniewny i odkrywający świat świeżych doznań, w latach pięćdziesiatych musiał to być porządny kop w jaja.

Muzycznie Kerouaca odkryli dla mnie Morphine. Minimalistyczne, ale bujające brzmienia na bębny, dwustrunowy bas i saksofon podane z beatnikową frazą i ich druga strona muzyczna. Hipnotyczne jamowanie jazzowych piwnicach. Polecam płytę B-sides and otherwise. Inne zresztą też.

Artysta nazywający się Louis też sięga po Kerouaca. Podaje swoją interpretację sięgając po jego spoken word, jazzowe beaty i inne inspiracje kontrkultury beat i egzystencjalizmu ważnych w tamtej epoce. Warto.

Tutaj.

Uszotwieracz

maj 18, 2008

Do jazzu dochodziłem bardzo okrężną drogą. Siedziałem wtedy dosyć głęboko w muzyce niezależnej i korzystałem z różnego rodzaju distro, gdy trafiłem na kasety Miłości, Arhytmic Perfection i innych muzyków sceny yassowej rozprowadzane tymi kanałami. Otworzyło mi to uszy na okołojazzowe granie. Uświadomieniło mi, że tak można grać. Później poszedłem dalej, zawróciłem znajdując klasyczny jazz, wykonałem skok do przodu odkrywając free jazz i improwizację. Poszło jak lawina.

Dzisiaj trafiłem na płytę mogącą być podobnym uszotwieraczem na free jazz. Nieważne, czy się znasz na jazzie, czy nie. Nieważne, czy słuchałeś czegoś podobnego wcześniej – ten zespól ma duszę, styl i umiejętności. W skali tego bloga 6/6.

Niech to b będzie początek słuchania jazzu.