Czas na deser
kwiecień 30, 2008
Przetrwaliście poprzedni wpis. Nadszedł czas na deser i chill-out. Wciąż dobra psychodelia, jednak z melodią i bardziej przystępna. Obiecuję.
Immara – jazz, ale nie całkiem free, z dodaną psychodelią i świetnym przestrzennym brzmieniem.
Paavoharju – avant-folk, ambient i psychodelia. Po wcześniejszych ekscesach wchodzi jak nóż w masło i brzmi jak pop.
Pocztówki z wakacji
kwiecień 30, 2008
Rzadko są oryginalne. Najczęściej to banalnie egzotyczny obrazek i podsumowanie najnowszego turystycznego podboju w kilku słowach. Nikt nie stara się opisać swojego zderzenia z nową kulturą, bo zderzenia nie ma. Więcej czasu na wyjeździe spędzane jest w hotelach i ściśle kontrolowanych warunkach.
Piszę o tym słuchając field recording z Darjeeling, które jest przeciwieństwem najbardziej popularnej autystycznej turystyki. Wciąż będąc pocztówkami dźwiękowymi – krótkimi informacjami niż pełnym tekstem, to jednak można wyczuć w nich empatię i szacunek dla cudzej kultury. Po drugie, choć wyrywkowe, to są na tyle same w sobie ciekawe, że warto się z nimi zapoznać.
Albo po prostu jestem białym liberałem z poczuciem winy.
Ten blog nie ma motywu przewodniego
kwiecień 27, 2008
Z założenia. Wrzucam to, co akurat mnie interesuje, licząc na zainteresowanie ludzi moimi polecankami. Tym razem będę musiał was zasmucić – nic ekscentrycznego, odjechanego ani nawet country/folk. Bhangra po prostu. Hinduska/pakistańska muzyka taneczna. Taneczna w europejskim znaczeniu tego słowa, choć indyjska w wykonaniu i rytmice. Bhangry szukałem od dłuższego czasu. Jednak mogłem znaleźć tylko strony już na pierwszy rzut oka pirackie albo przynajmniej podejrzane i niekoniecznie godne polecenia.
Coś się dało wygrzebać, mimo wszystko, z odmętów sieci(jeśli czegoś nie mna w sieci, to nie istnieje). Mixy Dj Cow Tse Tunga, a szczególnie, cytując oryginalną nazwę, Bhangra Mini Megamix. Tytuł jednak nieważny, nagranie pozwala początkującym poznać smak bhangry:
Jedzenie i polityka
marzec 26, 2008
Zaczęło się jak zwykle. Odwiedziłem swój ulubiony sklep muzyczny. Hey Joe/Relax. Zazwyczaj kupuję tam około 10 – 15 płyt miesięcznie. Fajnie. Jestem w sklepie. Mała przestrzeń – dużo cd. Szukam czegoś. Bam! Nie znam tych zespołów. W ogóle.
Okazało się, że właściciele mieli umowę z kimś z Anglii dostarczającym im płyty z okolondyńskiej sceny niezależnej. Można było znaleźć prawie wszystko – rockowe granie, hip hop, eksperymenty i elektronikę. Tak trafilem na Nikesha Shuklę aka Gujerati Yam Boy.
Jego epka była mieszanka slamu, Asian Dub Foundation, hip hopu, hinduskiej tradycji i punka. Z tego wszystkiego najbardziej wyrózniały się jednak teksty – skupiające się na jedzeniu i polityce z punktu widzenia Anglika pochodzenia hinduskiego. Nie spotykasz czegoś takiego zbyt często w hip hopie. Reszta jest historią, a sporo jego mp3 mozna pobrać za darmo.