W jednym z poprzednich postów pisałem o Minutemen jako o jednym z najdoskonalszych zespołów gitarowych, który za wcześnie zszedł ze sceny. Wciąż tak uważam. Don’t mean maybe też ich lubią i słychać to w ich muzyce. Przekraczanie granic punka, ciepłe kalifornijskie brzmienie z naleciałościami bluesa i funka. Muzyka bez granic. Wokalista ma głos, jaki lubię. Podstawa.

Warto.

Leżę na podłodze i zwijam się ze śmiechu. Z drugiej strony chcę jechać ulicami Moskwy moją bryką i machać gunem w stronę przechodniów. Po prostu album jest tak genialną transplantacją gangsta na rosyjskie warunki, że bardziej się nie da.

Dobrze, nie tylko gangsta. Są elementy fanku, indyjskie motywy, ostatni utwór to prawie Justin Timberlake. Jestem zakochany, ale wciąż się śmieję z ich pozy.

Drugi utwór jest najlepszy. Funky hip hop w pełnej krasie.

Warto.

Ponownie Jamendo

wrzesień 30, 2008

Tym razem bez narzekań. Znalazłem dobry funk, to się podzielę. Krótko i po kolei:

Honky Fonky - funk, jazz, hip hop i szczypta elektroniki. Trzeba czegoś więcej?

PFM – disco, funk i lata 70te. Densflor, jaki lubię.

Tyle na dzisiaj, drodzy czytelnicy. Miłej nocy życzę.

Jajo czy kura?

wrzesień 16, 2008

Można się zastanawiać, czy Pamela’s Parade gra funk z elementami free jazzu czy też free jazz z elementami funka. Można porównywać do późnego Die like a dog quartet. Nie zmienia to faktu, że graja dobrze – pompują fajny beat mieszany free jazzowopunkową ekspresją. Pisałem już o podobnych zespołach: Tundra Funk i Funk Tank, ale chyba żaden z nich nie miał takiej charyzmy. 38 minut to stanowczo za krótko.

Naprawdę warto.

To nie jest…

czerwiec 22, 2008

…Diamanda Galas. Pomimo, że autor wykorzystuje tylko głos, nie zabije cię to psychicznie i nie zmusi do przezycia cięzkiej traumy.

…Mr Bungle. Nie dostaniesz hardcorowej wokalizy omijającej normalne dźwięki wydawane przez ludzkie gardło.

…Yamatsuka Eye. Wokalista nie wzoruje się na dziesięciomiesięcznych dzieciach w swojej twórczości i nie jedzie po hardcore-psychodelii wydawanej gardłem.

…Meredith Monk. Żadnego nadęcia intelektualnego i innej wymaganej wysokiej kultury.

To po prostu doowop na kwasie. Taneczne, funky melodie tworzone wylącznie za pomocą ludzkiego głosu. Fajne.

Tutaj.

Tutaj.

Znowu Rio funk

czerwiec 8, 2008

Tym razem reportaż o tym gatunku. Jak to bywa z reportażami – sporo kitu dla dziennikarzy, obrony przed możliwymi krytykami i gadających głów, ale warto zobaczyć

Miłego oglądania.

Jamendo jest słabe

maj 17, 2008

Zazwyczaj. Przeglądam kolejne strony i niczego dobrego nie mogę znaleźć. Dzisiaj się jednak strona zrehabilitowała i wypluła świetne albumy. Na ósmej i późniejszej stronie w wyszukiwaniu, ale zawsze.

Low Cost Music – mieszanka electro-jazz-fusion-rap-rocka. W paru miejscach(czwarty i szósty utwór) bolą rockowe wtręty i trochę zbyt mainstreamowi jak na moje gusta, ale potrafię docenić dobrą rzecz, kiedy ją słyszę. “A cup of coffee?” rządzi i choćby dla tego utworu powinienem to zlinkować.

Lucabombatomica – jeden utwór, ale warty posłuchania. Electro-funk-rap. Zapętlić i niech gra.

Głównym powodem pisania tego wpisu jest jednak After infinity. Jazz, free jazz i improwizacja z rapem na wokalu. Gdybym jeszcze znał francuski. Dwa albumy do ściągnięcia.

Znowu weekend i powtórka z tanecznofunkowych rytmów. Do rzeczy i od razu na densflor:

The Hot Grits – zwycięzca tego wpisu. Groove na swoim miejscu, feeling, a The Meters i okolice soul/funk lubią jeszcze bardziej niż ja. Intensywne.

FunkTank.net – tylko dwa utwory, ale warto sprawdzić. Jazz i improwizacja z mocno funkową podstawą. Gdybym nie podrzucał linka do The Hot Grits, byliby najlepsi. Tak tylko drugie miejsce.

MC Doidera – kiedy piszę o funku, nie może zabraknąć muzyki brazylijskich slumsów. Dobre jak zwykle.

Weekender

kwiecień 11, 2008

Piszę ten wpis w piątek o dziesiątej wieczorem. Jak to o mnie świadczy? Ano, jestem nerdem bez życia społecznego i spędzam najlepsze chwile przed komputerem. Jednak nawet takie geeki znają dobrą muzykę.

Tak, chłopcy i dziewczęta, nadszedł czas na funk. Nieważne, czy sluchacie go na imprezie, sami w domu czy w pracy, czas na kręcenie tyłkiem do funkowych rytmów.

Papa Grows Funk – nagranie z koncertu o świetnej jakości, bas i perkusja pompują mocny groove, a reszta zespołu nie jest gorsza i dodaje swoje. Tańczę, jak to piszę(nie chcecie mnie widzieć tańczącego, serio). Genialne.

Atomic Clocks Tundra Funk – teraz coś naprawdę niezwykłego, improwizowany funk. Nie gorszy niż pierwsza polecanka, elemet free jazz/impro jest naprawdę dobrze wykorzystany i odmienny od bajczęsciej spotykanego we free impro brzmienia. Bębny i bas pompują, aż miło, a saksofony i gitara uzupełniają się i zderzają melodiami wokół groove. Najlepsze z obu obu światów – nie myslałem, że da się tak połączyć oba brzmienia.

Baile Funk mixtape – Ten link jest troche z innej beczki. Niektórzy nazywają to furacao, baile funk, rio funk, carioca funk. Muzyka z brazylijskich slumsów. Surowa, taneczna muzyka oparta o gwałtowne beaty i agresywne wokale. Zresztą, to moja ulubiona muzyka taneczna(pomijac funk oczywiście) i polecałbym ją niezależnie od okoliczności. Na serio radzę jej posłuchać.

Tyle powinno na resztę piątkowej nocy. Polecam się na przyszłość.

Napiszę od razu – ten wpis miał być o czym innym. Kiedy jednak szukając czegoś dobrego do serii o free jazz/impro(będzie, nie bójcie się) trafiłem na Chenarda Walckera, wiedziałem, że muszę o nim napisać.

Po pierwsze, ma fajne funkowe brzmienia. Po drugie jego nie funkowe utwory są równie dobre. Po trzecie, jest darmowy i jest go dużo. Więc kim jest Chenard Walcker?

Chenard Walcker is a French samplecore artist layering large slabs of pop music, obscure funk, soundtracks, etc.

Miesza wszystko ze wszystkim i jest na tyle płodny, że jego produkcjami można obdzielić co najmniej trzech innych artystów. Płynne przejścia i świetne wykorzystanie sampli tworzą nową jakość w każdej piosence. Dobry muzyk po prostu.

Nagrał między innymi:

Archisex
Zyne
Sweet Kali Breathe
The Pusher

Ze wskazaniem na The Pusher – stworzone z 500 utworów z lat 60/70tych. Piękna rzecz.