Wings of an angel – Ayana
czerwiec 15, 2009
W sumie nie wiem, czemu ten album zostałm otagowany jako hip hop i street music (pewnie chodzi wykorzystanie sampli), ale wiem jedno. Świetne połączenie muzyki arabskiej i free jazzu z nałożonymi na to spoken wordem (też po arabsku). Kimkolwiek jest autor, zna się na swoim fachu. Trochę Interzone Burroughsa (soundtrack do Naked Lunch to dobra rzecz, film jest świetny, a książkę mam po angielsku i po polsku, polecam), trochę mistycyzmu.
Wybaczam nawet pompatyczny pseudonim muzyka, Wings of an angel. Jego sprawa.
Z free jazzem też nie ma co przesadzać, żadnych ciężkich odjazdów. Powtarzając się, dobra rzecz. Bitnicy by to polubili. Ja też.
Doskonałe polączenie, przystępne, uduchowione. Autor opisuje to jako swoje najbardziej ezoteryczne nagranie, ale wiecie co, nie ma się czego bać.
Pisałem już wcześniej
luty 7, 2009
Napiszę po raz kolejny. Bo warto. Atomic Clocks byli wcześniej przy okazji free punk funk jazzu. Niedawno wydali kolejną epkę, Country Hell. Funku jakby mniej, dodali za to utwór hardcorowy, a free jazz punk został.
Dobre improwizacje. Jak dla mnie krok naprzód (choć funku żal).
Gołąb i sokół
grudzień 21, 2008
Tym razem bez żartów. Będzie dobra muzyka. Wyobraźcie sobie, że John Lurie urodził się w Iranie. Wciąż gra w okolicach jazzu, fake czy też nie. Dodaje jednak arabskie wpływy do swoich improwizacji. No i czasami wydaje mu się, że jest Coltranem.
Co mogę jeszcze pisać, podoba mi się to granie. Wam też powinno.
Trzy powody, dla których lubię krautrock
październik 31, 2008
Powód pierwszy
Powód drugi
Powód trzeci
Dobrze, oszukałem was. Wszystkie piosenki zostały nagrane przez Can. Co mogę poradzić. Od tego zaczęło się moje słuchanie krautrocka. dopiero później odkryłem Faust, Guru Guru, Amon Duul, Neu! i resztę zespołów. Hipnotyczne, transowe, wciąż swieże pomimo ponad trzydziestu lat.
Nie tylko zresztą ja jeden lubię krautrock. Mnóstwo grup się na nich wzoruje, Japończycy do tej pory grają w ten sposób. Les rallizes denudes, chociażby.
Ten wpis będzie o brazylijskich spadkobiercach, a dokładniej o Botanicos. Bardziej improwizowane, płynące brzmienie, krautrock zmieszany z free jazzem. Pychota. Nie mam ich płycie nic do zarzucenia. Co najważniejsze, strawne dla każdego.
Przyznaję się
październik 13, 2008
Mam tylko jedną płytę Sun Ra i nie jest to Space is the place (Heliocentric worlds of Sun Ra pt. II, dla ciekawych).
Kiedy trafiłem na The Sunny Blount Project, nie miałem wielkiego odniesienia do materialu źródłowego – album powstał wyłącznie z wykorzystaniem sampli z muzyki Sun Ra -wszechstronnego muzyka, samozwańczego kosmity, mistyka i wizjonera. Nie zmienia to faktu, że mi się podoba. Kosmiczna, jazzowa, noisowa, elektroniczna i ekscentryczna. Z wyobraźnią. Nie wiem, ile w tym samego Ra, a ile Ericka D’Oriona, który ten miks zmontował, ale świeże, niesie mocną treść i dobrze nagrane. Pewny hit w mojej mp3grafii.
No i muszę przez ten album kupić więcej płyt Sun Ra.
Muzyka do uprawiania seksu
wrzesień 23, 2008
Ta muzyka cię podnieci. Zmusi do niekontrolowanych erotycznych zachowań. Seksu z każdą lub każdym, kogo napotkasz…
…jaaaasne, już to widzę. Osoba, którą podnieca muzyka improwizowana, byłaby raczej dziwna. Co nie zmienia faktu, że Antitheses duetu rosyjskich muzyków to dobra rzecz. Słychać zgranie ze sobą i choć nie ma tu wielkich fajerwerków, to zdrowa improwizacja z elementami free jazzu daje radę.
Do polecenia warto powiedzieć, że jeden z muzyków grał ze wszystkimi możliwymi tuzami awangardy i udzielał się w Totalitarian Music Sect
Jajo czy kura?
wrzesień 16, 2008
Można się zastanawiać, czy Pamela’s Parade gra funk z elementami free jazzu czy też free jazz z elementami funka. Można porównywać do późnego Die like a dog quartet. Nie zmienia to faktu, że graja dobrze – pompują fajny beat mieszany free jazzowopunkową ekspresją. Pisałem już o podobnych zespołach: Tundra Funk i Funk Tank, ale chyba żaden z nich nie miał takiej charyzmy. 38 minut to stanowczo za krótko.
Dla fanów free jazzu
lipiec 13, 2008
Mógłbym pisać dłużej, ale zadam tylko jedno pytanie. Lubisz Johna Zorna z jego freegrindjazzową improwizacją?
Polubisz też to.
Blast from the past
czerwiec 28, 2008
Kolejna z wielu jeszcze wycieczek w moją przeszłość muzyczną. Wytwórnia, która uwielbiałem jako późny nastolatek w swoim zafascynowaniu noise rockiem. Obok Amphetamine Reptile była jedną z marek, do których, żyjąc w Polsce, nie miałem prawie wcale dostępu, a bardzo chciałem.
Ostatnio wygooglałem jej nazwę i co dziwne, muzyka wcale się nie zestarzała. Wciąż mogę słuchać bez niesmaku mp3 na ich stronie. Co lepsze, wciąż czuję dreszczyk emocji przy słuchaniu Arab on radar z ich chaotycznym noisepunkiem, Melt Banana z trzykrotnie przyspieszonym hardcore na kwasie, Brice Glace z Jimem O’Rourkiem próbującym dekonstruować rocka i innymi (Mr Quintron, Glying Luttenbachers,Ruins…)
Muzyka wydawana przez Skingraft się po prostu nie starzeje. Stoi na uboczu i czeka na nowych fanów.
Haraszo, ocień haraszo
czerwiec 22, 2008
Mam słabość do rosyjskiego. Wystarczy, że ktoś śpiewa w tym języku i mogę wiele wybaczyć. Jednak w przypadku Stellar Mandarin nie muszę na nic przymykać oczu ani uszu. Ta muzyka jest doskonała.
Spójrzmy na tagi jaki została oznaczona:
experimental
free jazz
psychedelic rock
dodekafonia
psychopera
Jeśli to nie przekonało, polecam youtube:
Jeśłi wciąż nie jesteście przekonani, to dlaczego czytacie tego bloga?
Tak czy inaczej, muzykę można pobrać stąd.