Dużo waty, a mało treści w tekście, ale muzyka dobra
marzec 23, 2009
Powrót do jednego z moich ulubionych netlabeli – Insubordinations. Znowu świetny improv. Z energią, zadziorny, wszystko jak trzeba, świetnie się muzycy zgrywają.
Tu powinienem jeszcze wtrącić kilka odniesień do freejazowych, improv gigantów i ich przełomowych płyt, powiedzieć o dzikich, sonorystycznych wejściach saksofonu (bodajże), nie zapominając o napomknięciu, jak to byłem na koncercie jednego z muzyków na festiwalu Musica Genera.
Po co*. Muzyka tutaj:
naprawdę warto.
*nie mam aż tylu płyt, teorię muzyczną zostawiam Jazz Forum, na festiwale nie jeżdzę (parafrazując Himmilsbacha: koncertów nie można słuchać/oglądać w samych majtasach i z piwem w ręku).
Bomba kaloryczna
luty 22, 2009
Nie ja jeden mam chyba problemy z pisaniem o muzyce improwizowanej. Potrafię ją w miarę ocenić, ale gdy przychodzi do stworzenia o niej sensownego wpisu, wysiadam. Powiem więc krótko. Rodrigo Palhares jest bardzo sycący. Wie do czego zmierza, potrafi samemu wypełnić całą przestrzeń dźwięków. Jak dla mnie skrzyżowanie Z’ev i Tatsui Yoshidy (zapomniałem dodać, że jest perkusistą). Nie chce się go wyłączać.
Pisałem już wcześniej
luty 7, 2009
Napiszę po raz kolejny. Bo warto. Atomic Clocks byli wcześniej przy okazji free punk funk jazzu. Niedawno wydali kolejną epkę, Country Hell. Funku jakby mniej, dodali za to utwór hardcorowy, a free jazz punk został.
Dobre improwizacje. Jak dla mnie krok naprzód (choć funku żal).
Przyznaję się
październik 13, 2008
Mam tylko jedną płytę Sun Ra i nie jest to Space is the place (Heliocentric worlds of Sun Ra pt. II, dla ciekawych).
Kiedy trafiłem na The Sunny Blount Project, nie miałem wielkiego odniesienia do materialu źródłowego – album powstał wyłącznie z wykorzystaniem sampli z muzyki Sun Ra -wszechstronnego muzyka, samozwańczego kosmity, mistyka i wizjonera. Nie zmienia to faktu, że mi się podoba. Kosmiczna, jazzowa, noisowa, elektroniczna i ekscentryczna. Z wyobraźnią. Nie wiem, ile w tym samego Ra, a ile Ericka D’Oriona, który ten miks zmontował, ale świeże, niesie mocną treść i dobrze nagrane. Pewny hit w mojej mp3grafii.
No i muszę przez ten album kupić więcej płyt Sun Ra.
Noc miłości, a tak się starałem…
październik 8, 2008
…i znowu wyszło na to samo. W ramach uprzyjaźniania bloga dla postronnych myślałem o wrzuceniu tego, ale nie dałem rady przesłuchać nawet pierwszego utworu. Za miłe, za bardzo wygładzone, brzmi jak muzyka do windy albo podkładu dla didżeja w radiu dla czterdziestoletnich biznesmenów. Nudne, po prostu.
Musiałem ratować się Nocą miłości i ich koncertem. Oni mieli wszystko, co lubię. Japoński psychodeliczny rock w stylu Les Rallizes Denudes i Acid Mothers Temple, krautrock, dronowate improwizacje, hałasy i elementy free improv. Intensywne i narastające. Mieszanka stanowiąca miód dla mego ucha.
Wiem, że odstraszyłem tym opisem sporą część możliwych słuchaczy, ale wiecie co? Jeśli czytacie tego bloga, to powinniście przyzwyczaić. Właśnie.
Muzyka do uprawiania seksu
wrzesień 23, 2008
Ta muzyka cię podnieci. Zmusi do niekontrolowanych erotycznych zachowań. Seksu z każdą lub każdym, kogo napotkasz…
…jaaaasne, już to widzę. Osoba, którą podnieca muzyka improwizowana, byłaby raczej dziwna. Co nie zmienia faktu, że Antitheses duetu rosyjskich muzyków to dobra rzecz. Słychać zgranie ze sobą i choć nie ma tu wielkich fajerwerków, to zdrowa improwizacja z elementami free jazzu daje radę.
Do polecenia warto powiedzieć, że jeden z muzyków grał ze wszystkimi możliwymi tuzami awangardy i udzielał się w Totalitarian Music Sect
Dla fanów free jazzu
lipiec 13, 2008
Mógłbym pisać dłużej, ale zadam tylko jedno pytanie. Lubisz Johna Zorna z jego freegrindjazzową improwizacją?
Polubisz też to.
We don’t play nice
lipiec 13, 2008
Ogłaszam powrót do formy po lżejszych brzmieniach i w tym wpisie nie będzie miękkiej gry. Noisowogitarowoimprowizowane freakouty. Wciąż nie jest najcięższa muzyka, jak na moje miedziane uszy, ale miło się słucha takich bezpretensjonalnych hałasów. Polecam.
Thomas, to Elvis. Elvis, to Thomas.
czerwiec 8, 2008
Pisałem o cosmic cartel. tym razem napiszę o muzyce w podobnym w stylu, ale wykonanej właściwie. Bez miękkiej gry i popowych podchodów. Nie, żebyn\m narzekał na Cosmic Cartel, ale czegoś mi w ich muzyce brakowało.
Thomas Fiancette wypełnia tę lukę. Jest etniczny, free i elektroniczny jednocześnie. W jego muzykę wchodzi się łatwo i nie chce sie wyjść. Jednak wyraźnie słychać, że wie, co robi i to jest najważniejsze, co odróżnia go od Cosmic Cartel. Kolejne łagodne wejście w muzykę improwizowaną, która nie jest tak straszna jak się wydaje.
Syberyjska synestezja
maj 25, 2008
Mam problem z albumem Gulstry Artiklera. Jest świetny, to muszę przyznać. Kłopot pojawia się próbie opisania dźwięków. Przychodzą mi na myśl filmy Andrieja Tarkowskiego, album z malarskimi impresjami muzycznymi Isuzu Kochiwy, rosyjski awangardowy folklor z tego wpisu.
Różnorodne dźwięki, od field recordings do elektroniki, akustycznych instrumentów i ludzkich głosów tworzą swietną organiczną całość nie rażącą tanim ambientem. Zaskakującą ciepłą i głęboką.