Kosmiczne plemię
czerwiec 26, 2009
Pierwsze wrażenie po kilku minutach albumu Tete Monde – kojarzy się z Residents czy Golozos. Później jednak autor zyskuje swój własny głos i miksując znalezione dźwięki, zapisy etniczne i efekty elektroniki tworzy jedna spójną całość dającą odczucie całkiem nowego, nieznanego plemienia. Nie znamy jego języka, rytuałów ani zwyczajów.
Słuchacz wchodzi w obcy świat kultury pierwotnej. Etnopsychodelia w świetnym wydaniu.
Powód, dla którego muszę nauczyć się rosyjskiego
marzec 8, 2009
Rosjanie nagrywają sporo dobrej darmowej muzyki. Przykłądem niech będzie album Aleksiejów Rafiewa i Borisowa. Dronowata, głęboka elektronika z religijnymi tekstami. Prywatna muzyczna spowiedź. Gdybym tylko lepiej znał rosyjski i bardziej rozumiał przekaz. Mimo wszystko wciąż warto. Choćby dla uczucia płynącego z utworów. Nowa muzyka religijna.
Manifest artystyczny?
marzec 8, 2009
The sound plays inside the vault of the thought, and its innumerable thinkings invoke the presence of to be, reverberating inside an acoustic architecture and producing arguments that debilitates the disintegration power of death.
The vault enclosure of the skull is the revelation’s temple, it acts like a reverberating box amplifying the spirit and giving to its mystery a aesthetic dimension that is projected like ontology. It is similar to Celestial mechanics, that animates the humans thoughts and makes fire their living space.
This music is a metaphor of the organic operation of life, to try to figure out its intelligence. The goal is not to create a mimetic soundscape, but also convert sounds into sentences of a static language, to transform invaded places by dead silence, into thinking places.
Carlos Suárez
Niech sobie artysta gada co, cu mu ślina na język przyniesie. Nagrał dobrą muzykę, to wystarczy. Pełną, tworzącą świetne psychomuzyczne struktury i rzeźby. Pogańską w duchu. Sam jednak zaczynam zbaczać w stronę smucenia krytyków od awangardy. Więc zostawiam was sam na sam z dźwiękiem.
Lubię kino akcji z lat 80tych
luty 22, 2009
Ucieczka z Nowego Jorku, filmy ze Stallonem, Bronsonem i całą resztą twardzieli. Co dziwne, nie drażni mnie w nich nawet ścieżka dźwiękowa. Dlatego spokojnie łyknąłem też Escape from Hawaii. Muzyka do fikcyjnego filmu akcji jest osadzona w epoce, co więcej chętnie obejrzałbym ten film.
Vaatican Records
styczeń 24, 2009
Na stronę tego wydawnictwa warto zajrzeć choćby dla ściany okładek. Po raz pierwszy projekty graficzne dla netlabela w jakiś sposób mnie poruszyły. Doskonale przy tym oddają muzykę wydawaną przez to wydawnictwo – surrealistyczną, soundtrackową elektronikę we wszystkich odmianach. Nie przejrzałem jeszcze wszystkiego, ale na pewno ściągnąć Zama. Skrzyżowanie Esquivela i Corneliusa podlane kwasowym, filmowoturntablizmowym nastrojem.
Resztę sprawdzajcie sami, na pewno znajdziecie coś dla siebie. Albumów jest naprawdę dużo.
Znacie? To posłuchajcie.
wrzesień 27, 2008
Każdy zna My life in a bush of ghosts. Brian Eno, David Byrne, początki samplowania, pierwociny hip hopu i elektroniki w kształcie, jaki znamy obecnie , tra la la, itp. Cokolwiek by nie sądzić o obu panach (wolę Keitha Le Blanca, mówiąc szczerze), swoje do rozwoju muzyki dołożyli (nie zapominając o biorącym udział w nagraniu płyty Billy Laswellu). Wiecie, że album ma już 27 lat?
Na 25lecie twórcy postanowili wydać reedycje ze specjalną wkładką. To właśnie ona będzie tematem tego wpisu. Udostępnili dwa utwory z płyty do samplowania, modyfikowania i późniejszego umieszczania na tej stronie.
Można przeglądać przeróbki, głosować i ogólnie bawić się na wiele sposobów. Polecam.
Historii ciąg dalszy. Ktoś zebrał część remiksów i zrobił z tego album. Darmowy, do ściągnięcia na Internet Archive. Wersje są różne, ale miło jest porownać współczesne wizje muzyczne z ich praszczurem.
Mp3orgazm część kolejna – Bourbonese Qualk
sierpień 4, 2008
Teraz coś specjalnego. Pełna, darmowa dyskografia Bourbonese Qualk. Od industrialnych początków początku industrialu poprzez wszystkie zakręty – eksperymenty muzyczne, ambient, collage, techno, elektroakustyka i funkowe brzmienia. Co najmniej 13 albumów. Nie wiem jak dla was, ale dla mnie hit.
We don’t play nice
lipiec 13, 2008
Ogłaszam powrót do formy po lżejszych brzmieniach i w tym wpisie nie będzie miękkiej gry. Noisowogitarowoimprowizowane freakouty. Wciąż nie jest najcięższa muzyka, jak na moje miedziane uszy, ale miło się słucha takich bezpretensjonalnych hałasów. Polecam.
Aloha godzilla*
czerwiec 15, 2008
Miałem za młodu kilku ulubionych muzyków okołoelektronicznych: Michela Nomizeda i Billa Nelsona. Pierwszy miał eklektyczną muzykę, to lubiłem go szczególnie za Golozos – rozjechaną, francuską wersję Residents graną na zabawkowych instrumentach. Bill Nelson grał genialny sennoerotyczny elektroniczny pop w stylu lat 80tych -czysty soundtrack do Emmanuelle z tytułami utworów w rodzaju Boy pilots from Bangkok, Love’s first kiss, Sex party six.
Dzisiaj trafiłem na płytę która mogłaby być dzieckiem ze związku Golozos i Billa Nelsona. Co mogę napisać – świetne. Erotyczne, elektroniczne i surrealistyczne. Lepiej być nie może.
*Tytuł wzięty z tekstu piosenki.