Nie próbujcie tego w domu
październik 25, 2008
Tu miał być błyszczący erudycją wpis. Zamiast niego porada:
nie słuchajcie harsh noise i głośnej eksperymentalnej elektroniki mając ból zęba, chroniczne przeziębienie z gorączką i bólem w zatokach, a dodatkowo ciągły ból w karku. Jadąc przy tym na środkach przeciwbólowych. Efekty niepożądane wzmagają się kilkakrotnie.
Jednak nawet dla takiego stanu jest odpowiednia muzyka. Transowa, minimalistyczna, w dodatku grana na didżeridu. Autor powołuje się na niu ejdż i ma za sobą odpowiednie doświadczenia (podróże po egzotycznie mistycznych krajach, jogę i astrologię, bycie wolnym duchem w skomercjalizowanym społeczeństwie plus cała reszta odpowiednio oświeconych doświadczeń i inspiracji wpisana w CV). Można to jednak spokojnie zignorować i posłuchać muzyki. Dobra jest.
Didgeridoo, powiadasz?
lipiec 13, 2008
Wiecie, że czeka was anegdotka? To posłuchajcie. Między poznaniem dźwięków, a kupnem didgeridoo minęło sporo czasu. Najpierw było kilka kaset z oryginalnym aborygeńskim graniem. Brzmiały dobrze, zacząłem szukać czegoś więcej i znalazłem. W Polsce swojego czasu była dosyć mocna grupa fanów didże działająca w okolicach undergrundu. Warsztaty, robienie swoich własnych instrumentów i temu podobne inicjatywy. Jednak jako leniwy człowiek nie zaangażowałem się i ostatecznie kilka lat później mój instrument kupiłem w małej uliczce na Krecie. Była to klasyczna pułapka na hippisowskich turystów – bębenki, pseudoludowa sztuka ze wszystkich możliwych zakątków świata, kadzidełka, koszulki i między innymi didgeridoo. Z prawdziwymi aborygeńskimi wzorami (jaaaasne). Nie, żebym na nim grał. Stoi między innymi gratami zachomikowanymi po kątach zdobytymi w wyniku wpółzapomnianych hobby.
World Didgeridoo Vibes to składanka nagrań artystów grających, jak sama nazwa wskazuje, na tym instrumencie. Brzmienia są różne – od bardziej pierwotnych poprzez lekko niuejdżowe aż do techno. Nic ciężkiego i powinno wejść każdemu.