I’m so lonesome, hug me, baby
marzec 23, 2009
Chad Foltz. Niewiele o nim wiem. Oprócz tego, że jest taki nieśmiały, że rozprowadza swój album z pomocą rapidshare albo podobnego ustrojstwa, nie wpychając go nawet na archive.org. Młodzi muzycy alt country chyba już tak mają. No wiecie, wyrywanie panienek na niewinny wygląd, grzywkę, gitarę i niedostępność.
I’m a urban cowboy, baby. Itp.
Nie zmienia to faktu, że Glitterhouse mógłby go spokojnie wydać (no dobrze, nad głosem mógłby trochę popracować, ale to pewnie przez nieśmiałość).
Wiec link do zipa:
Elvis wytrwa tyle rund, ile trzeba
grudzień 21, 2008
Holyfield przegrał dzięki sprzedajnym sędziom, jednak ja się nie dam przewalić na punkty w starciu z pracą. Na szczęście się uspokoiło na polu walki z listami i paczkami, więc mogę znowu normalnie pisać. Na nowy początek coś związanego z nazwą bloga. Raczej pośrednio i to głównie z powodu nazwy albumu, jednak nie mogę przegapić wrzucenia smaczku zatytułowanego Nazi Elvis.
Alexander de large gra, jak sam określa, punk/country/gothic. Normalne country to nie jest, miewa mocniejsze wstawki i można to podciągać pod punk. Z muzyką gotycką nieco trudniej, ale autor tak twierdzi, więc pewnie ma rację. Tak czy inaczej porzadna muzyka.
Najbardziej depresyjna muzyka
październik 12, 2008
Wiacie, jaka jest najbardziej depresyjna muzyka? Podpowiem, nie blues. W bluesie ludzie nie mają kobiet, pieniędzy, itp., ale pójdą na wódkę i jest w porządku. Nie, najbardziej depresyjna muzyka to country. Wystarczy spojrzeć na The Belvederes:
Fields have turned brown – podmiotowi lirycznemu umarli rodzice, dawna dziewczyna o nim zapomniała, wszystko wyschło. Nawet gdyby chciał wrócić do domu, nie ma do czego.
Gambling blues – cokolwiek robisz, zawsze przegrasz.
Hobo’s lullaby – kołysanka bezdomnego, mówi samo za siebie.
Inner sunset blues – o zmęczeniu życiem metaforycznie.
Northern girl – niebo jest szare, świat zły, noc czarna, tylko dziewczyna chroni go przed całkowitą depresją.
You are my sunshine – dziewczyna się znudziła podmiotem lirycznym, na co ten błaga, żeby została. Je też bym się znudził takim smutasem.
Tear stained eye – życie jest ciężkie, nikt ci nie pomoże, trudno znaleźć sens. Jedyne, co pozostaje, to iść dalej i oszukiwać się, że wszystko w porządku.
Walking cane – tym razem coś pozytywnego. Podmiot liryczny spił się i trafił do aresztu. Bardzo radośnie. Bardzo.
Nic, tylko się ciąć.
Sałatka
październik 8, 2008
Składniki:
atmosferyczne ballady alt country i folk
mniej lub bardziej przypadkowe sample
hałasy i glitche układane w click’n'cutowe beaty
Wymieszaj dokładnie.
Co dziwne, wychodzi bardzo smaczna mieszanka. Różne źródła, ale w całokształcie nie wychodzi tak rozjechanie – jest wyraźna myśl przewodnia w utworach, która trzyma wszystko w ryzach i nadaje im dramaturgii.
Nałogi
czerwiec 22, 2008
Wypiłem dwa kubki kawy i wciągnąłem kilka niuchów tabaki. Pisanie na blogu czas zacząć.
Chyba zaczynam być uzależniony od nikotyny. Udawało mi się tego unikać do 29 lat. Po prostu nie nie mogę palić papierosów i pomimo, że przyzwyczaiłem do się dymu (nie ma to jak dorastanie w rodzinie nałogowych palaczy), to dopiero tabaka trafiła w czuły punkt. Mogę wciągnąć tytoń nosem i pasuje mi to.
Najbardziej odpowiada mi Królewska (Jest najtańsza i najmocniejsza ze wszystkich – 3 zeta za opakowanie!), Apricot i Red Bull. Jednak ciężko znaleźć coś o tabace w darmowych mp3 i ten wpis o zwykłych papierosach. Do rzeczy.
Tutaj można znaleźć zabawnie oldskulową piosenkę country o marce Marlboro. Gdyby Marlboro było kowbojem, tak by o niej śpiewano. Jak niewinnie i prostolinijnie brzmi ten utwór w porównaniu z obecnymi reklamami.
Billy Collins - kolejny objaw mojego skrętu w stronę poezji. Wystarczy, żeby rozsądnie brzmiący poeta mówił swoje wiersze (nie recytował, takich palantów nienawidzę) i mogę słuchać w nieskonczoność. No i ma wiersz o papierosach między innymi.
Cytując jego spoken word:
Istnieją swa rodzaje bluesa – “nie mam kobiety blues” i “nie mam pieniędzy blues”. Istnieje też “nie mam ani kobiety ani pieniędzy blues” tzw. podwójny blues.
Kończąc żarcik i przechodząc do rzeczy – klasyczny blues jest public domain. Oznacza to, że nagrania Charley Pattona, Roberta Johnsona, Memphis Slima, Blind Lemon Jeffersona są dostepne za darmo. Więcej bluesa nie potrzebuje (może oprócz Jimmiego Whiterspoona i Dr Johna)
Nie pisałem, bo słuchałem
maj 7, 2008
Piszę o różnej muzyce. Czasem dobrej, czasem gorszej. Zależnie od tego, czy uważam ją za ciekawą do polecenia i choćby sprawdzenia. Jednak u Randa Reynoldsa nie ma problemu z jakością. Za najlepszą rekomendację niech posłuży fakt, iż słucham go bez przerwy od pięciu dni i wciąż jest dobry tak samo, jak na początku.
Najłatwiej zaliczyć Randa Reynoldsa do alt country. Porusza tematy country & western, ma nowoczesne podejście do tego gatunku. Nie byłoby to jednak dla niego uczciwe. Lepiej napisać o najoczywistszych skojarzeniach, jakie przychodzą mi do głowy, kiedy go słucham.
Johnny Cash i Lou Reed.
Piszę o skojarzeniach, bo jako artysta, Reynolds ma swoją drogę i te nazwiska dają tylko porównanie do intensywności i klimatu granej przez niego muzyki. Sam określa swoje brzmienie jako Hillbilly Noir. Jak zwał, tak zwał.
Kiedy słuchałem go po raz pierwszy, poczułem się jakbym słuchał Heroin Velvetów – minimalistyczne, transowe, wali emocjami jak młot kowalski, a człowiek ma potężną charyzmę i świetny głęboki baryton. Nie wiem, czy spodoba się wam tak samo jak mi, ale sprawdźcie.
Najlepiej zacząć słuchanie od ostatniej płyty Patient Master. Najmocniejsza i najbardziej transowa. Jeśłi spojrzeć na kolejne nagrania, widać, że zmierzał do właśnie takiego brzmienia.
Później już, jak kto chce. Na pewno dobre są AmericanX i Scorched Earth. Scorched Earth troche lżejsze, ale przez to ciekawe. Jakość równie dobra.
Warto też zajrzeć na jego stronę i pomysleć o kupnie jego albumów. Warto.
Wpis w zasadzie o Johnie Cashu
kwiecień 25, 2008
Mam problem z muzyką country. Kiedy jest dobra, wtedy jest świetna. Kiedy jest zła, wtedy jest okropna. Dosyć trudno trafić na dobre country, no i ile można słuchać Johnnego Casha? Sytuację utrudnia dodatkowo alt-country, grane przez chłopców i dziewczęta z modnych zespołów niezależnych. Ich muzyka nie różni się zbytnio od normalnego country, oprócz tego, że śpiewają, jak porzuciła ich dziewczyna, a nie kobieta. No i są alternatywni.
Z Jonas Crenshaw’s Colossal Failure sytuacja wygląda jasno. To dobre country. Bez zabawy w etykietki. Niekoniecznie poziom Casha, ale nikt nie dorówna Człowiekowi w czerni.