Nie mogę znaleźć tytułu

grudzień 21, 2008

Jeśli ktoś wspomina o ambiencie i elementach jazzu, spokojnym brzmieniu we współczesnym rocku to pierwsze co się narzuca, to postrock. Sa jednak zespoły, którym udało udało się uniknąć tej mocno przetartej ścieżki. Przykładem niech będzie Farta Cecilia. Wciąż jest trochę jazzowo, trochę ambientowo, bliżej im jednak Soft Machine. Niech to skojarzenie nikogo nie zmyli – znaleźli wlasne brzmienie i nie wspomagają się wyłącznie wynalazkami sprzed 20 – 30 lat.

Warto.

Powód pierwszy


Powód drugi


Powód trzeci

Dobrze, oszukałem was. Wszystkie piosenki zostały nagrane przez Can. Co mogę poradzić. Od tego zaczęło się moje słuchanie krautrocka. dopiero później odkryłem Faust, Guru Guru, Amon Duul, Neu! i resztę zespołów. Hipnotyczne, transowe, wciąż swieże pomimo ponad trzydziestu lat.

Nie tylko zresztą ja jeden lubię krautrock. Mnóstwo grup się na nich wzoruje, Japończycy do tej pory grają w ten sposób. Les rallizes denudes, chociażby.

Ten wpis będzie o brazylijskich spadkobiercach, a dokładniej o Botanicos. Bardziej improwizowane, płynące brzmienie, krautrock zmieszany z free jazzem. Pychota. Nie mam ich płycie nic do zarzucenia. Co najważniejsze, strawne dla każdego.

Warto.

Znowu Rio funk

czerwiec 8, 2008

Tym razem reportaż o tym gatunku. Jak to bywa z reportażami – sporo kitu dla dziennikarzy, obrony przed możliwymi krytykami i gadających głów, ale warto zobaczyć

Miłego oglądania.

Znowu weekend i powtórka z tanecznofunkowych rytmów. Do rzeczy i od razu na densflor:

The Hot Grits – zwycięzca tego wpisu. Groove na swoim miejscu, feeling, a The Meters i okolice soul/funk lubią jeszcze bardziej niż ja. Intensywne.

FunkTank.net – tylko dwa utwory, ale warto sprawdzić. Jazz i improwizacja z mocno funkową podstawą. Gdybym nie podrzucał linka do The Hot Grits, byliby najlepsi. Tak tylko drugie miejsce.

MC Doidera – kiedy piszę o funku, nie może zabraknąć muzyki brazylijskich slumsów. Dobre jak zwykle.

Weekender

kwiecień 11, 2008

Piszę ten wpis w piątek o dziesiątej wieczorem. Jak to o mnie świadczy? Ano, jestem nerdem bez życia społecznego i spędzam najlepsze chwile przed komputerem. Jednak nawet takie geeki znają dobrą muzykę.

Tak, chłopcy i dziewczęta, nadszedł czas na funk. Nieważne, czy sluchacie go na imprezie, sami w domu czy w pracy, czas na kręcenie tyłkiem do funkowych rytmów.

Papa Grows Funk – nagranie z koncertu o świetnej jakości, bas i perkusja pompują mocny groove, a reszta zespołu nie jest gorsza i dodaje swoje. Tańczę, jak to piszę(nie chcecie mnie widzieć tańczącego, serio). Genialne.

Atomic Clocks Tundra Funk – teraz coś naprawdę niezwykłego, improwizowany funk. Nie gorszy niż pierwsza polecanka, elemet free jazz/impro jest naprawdę dobrze wykorzystany i odmienny od bajczęsciej spotykanego we free impro brzmienia. Bębny i bas pompują, aż miło, a saksofony i gitara uzupełniają się i zderzają melodiami wokół groove. Najlepsze z obu obu światów – nie myslałem, że da się tak połączyć oba brzmienia.

Baile Funk mixtape – Ten link jest troche z innej beczki. Niektórzy nazywają to furacao, baile funk, rio funk, carioca funk. Muzyka z brazylijskich slumsów. Surowa, taneczna muzyka oparta o gwałtowne beaty i agresywne wokale. Zresztą, to moja ulubiona muzyka taneczna(pomijac funk oczywiście) i polecałbym ją niezależnie od okoliczności. Na serio radzę jej posłuchać.

Tyle powinno na resztę piątkowej nocy. Polecam się na przyszłość.