Bajki dla nowych Rosjan
marzec 8, 2009
Kojarzycie wilka i zająca? Jasne, że kojarzycie. Teraz wyobraźcie sobie tę bajkę dadaistycznie zmiksowaną – puszczoną od tyłu, z różną prędkością scen poszatkowanych w przypadkowy sposób. Muzyka Dimy Biesłana tak właśnie brzmi.
Święta coraz bliżej
listopad 9, 2008
W sklepach już pojawiają się Mikołaje i ozdoby choinkowe. Czas pomysleć o prezentach (nie jestem gorliwym katolikiem, muszę przyznać). Ja już zdecydowałem. Kupię wszystkim działki na księżycu – za 20 dolarów można dostać całkiem spory teren na jasnej stronie. Dostanie ją nawet mój pięcioletni siostrzeniec. Mam nadzieję, że do czasu, gdy dorośnie, będzie mogł z niej pożytek. Minie w końcu około 25 lat, prawda?
Dlatego w tym wpisie będą pozytywne zespoły dające szanse na przyszłość. The Spacetones grają przyjemny hip hop z kosmicznym klimatem. Brakuje im co prawda trochę szlifu w podkładach, ale podobnie do rozwoju technologii, mają potencjał na przyszłość i nawet teraz nie są kiepscy.
Podobnie Rene Vis z albumem Holiday upon the moon. Lekko dziwny elektroniczny pop domowej roboty. Ma ciepły urok starej sf pełnej nadziei i wiary w czlowieka. Mógłby być grany na gwiazdkowych imprezach na księżycu. Czekam na jego album z kolędami. Dobry outsider pop, po prostu.
Lublin – Izrael plus niespodzianka
wrzesień 16, 2008
Znowu będą wspominki muzyczne. Młodym człowiekiem będąc we wczesnej szkole średniej zacząłem interesować się muzyką niezależną. W takim wieku różnie bywa – jeden na panny chodzi, inny na wagary, ja słuchałem muzyki z Obuha, które to wydawnictwo ma wiele zasług w wydawaniu dobrych brzmień. Między innymi Na przykład, Kirkut-Koncept, Przestrzenie.
Właśnie z tymi zespolami kojarzy mi się płyta Broken Music Box ft. HER HIGHNESS. Domowe, fantazyjne i poszukujące granie. Bardzo świeże, bo praktycznie odcięte od wzorców ze świata i tworzące wszystko na nowo. Oczywiście to nie jedyne skojarzenie. Jest też trochę radosnego francuskiego pop z lat 60tych i ekscentrycznej piosenkowości.
Tutaj (trzeba szukać na dole strony).
Teraz tytułowa niespodzianka. Łiii, pięć darmowych utworów Kirkut-Koncept!
Fantazjo, ty nad poziomy wylatuj… czy coś
wrzesień 16, 2008
Nagrywanie za darmo ma gigantyczną zaletę. Nikt i nic autora nie ciśnie. Nie zawsze wychodzi to muzyce na zdrowie, ale na wszystko znajdą się chętni. Na przykład ja. Lubię dziwnawe i czasami kostropate twory z sypialni i garaży, mieszają się w nich wszystkie możliwe gatunki inspiracje. Nie wiadomo czego się spodziewać następnej sekundzie i piosence.
O Johanie Essie już pisałem na blogu przy okazji Dicka. W tym albumie jeszcze więcej psychodelii, kosmicznych brzmień, ale jest anti-folk i cała reszta misz maszu gatunkowego. Komercyjnie to nie brzmi, ale w radiu bym chętnie posłuchał. No i fragmenty miłych uchu melodii też się znajdą.
Ach, ci zwariowani hippisi!
sierpień 4, 2008
Chłopcy i dziewczęta, przedstawiam wam Joego Meeka. Człowieka, który nie potrafił grać na żadnym instrumencie, śpiewać, nie miał nawet słuchu muzycznego. Mimo tego zrobił zrobił karierę w czasach hippisów mając nawet jeden hit.
Nie można go jednak porównywać do wspołczesnych hochsztaplerów od muzyki. Miał dryg do lekko ekscentrycznych i łatwo wpadających w ucho utworów brzmiących tak radośnie i naiwnie, jak tylko było możliwe w czasach 60tych. Mieszał wpływy i efekty studyjne nie cofając się przed eksperymentami.
Warto poznać tego muzyka chocby dla wyrobienia sobie zdania. Miejscami rwane i pokrzywione, a jakość taśmy nienajlepsza, ale ciekawe świadectwo epoki i osobowości.
Wszystko się pomieszało
czerwiec 22, 2008
Wszystkie epoki, wszystkie gatunki. Płyta Funny Cry Happy z 2004 brzmi jakby była nagrana przez Johna Meeksa w latach 60tych. John Meeks brzmi jakby był nagrany przez Malcolma McLarena w latach 80tych. Malcolm McLaren brzmi jakby był nagrany przez Billa Nelsona lub Briana Eno w latach 90tych. Gdzieś w tle kołacze się współczesny folk czy twórczość singer/songwriterów, którzy folk nasączają emocjami i łamańcami postrocków lat 90tych korzystających z doświadczeń rockowej awangardy lat 80tych. Czy ktoś jeszcze nadąża?
Nie trzeba nadążać. Prosciej posłuchać.
Funny Cry Happy, proszę państwa. Mówią, że eksperymentalne, ale ja im nie wierzę. Miłe, lekko psychodeliczne granie. Ot, Camper van Beethoven bez nadęcia.
Pisanie od kuchni
czerwiec 15, 2008
Wpis, w którym przedstawię krok po kroku proces pisania wpisu. Taki intertekstualny i rekurencyjny będę, jej.
1. Późno w nocy zacząłem szukać filmu fragmentów Ninja Wars na youtube. Od odnośnika do odnośnika przeszedłem przez kilkanaście filmików z bardzo złych produkcji o ninja.
2. Pojawia się pomysł, napisać coś o ninja na blogu. Czemu nie?
3. Udaję się do mojej ulubionej strony – Internet Archive i od razu uderza mnie tytuł – Kamakaze Kitten-The Ultimate Feline Hyper Atomic Laser Canon Battalion Ninja Team Crew Of Great Justice. Ośmiobitowe granie, hmmm. Dawno tego nie było. Jednak muzyka wciąż nie taka, jak trzeba.
4. Szukam dalej z założeniem jakiegoś 8bit i trafiam na Zombie Birthsday Cake OST .
5. Wciąż nie całkiem to, ale jest wydawane przez netllabel Pterodactyl Squad!
6. Po przejrzeniu katalogu następuje chwila ciężkiego wyboru A Speck in the universe czy Tropicalesque?
7. Napisanie tekstu i podanie linka do zipa na stronie netlabela
Gotowe.
Nadszedł ten dzień
czerwiec 8, 2008
Zgodziłem sie z całkowicie z czyimś opisem na Internet Archive. C.J. Pizarro gra avant hip-pop. Ma awangardowe podejście do tematu, hiphopowe beaty i sample, nie zapominając przy tym o znośnych wycieczkach w stronę popu. Potrafi to wszystko sprawnie połączyć i dodać do tego pozytywny przekaz. Potrafi też zaskoczyć (warto zwrócić uwage na teksty). Jak dla mnie wystarczy, żeby umieścić na moim blogu.
Prawda o prawdziwym mężczyźnie
czerwiec 2, 2008
Prawdziwy mężczyzna nie musi zasadzić drzewa.
Prawdziwy mężczyzna nie musi zbudować domu.
Prawdziwy mężczyzna nie musi splodzić potomka.
Prawdziwy mężczyzna musi mieć maskę meksykańskiego zapaśnika. Po prostu. Sami zobaczcie.
El santo, jeden z najbardziej znanych zapaśników w Meksyku, wystapił w ponad pięćdzieściu filmach, odsłaniając twarz dopiero na kilka lat przed śmiercią. Maska zapaśnika jest jego siłą, duszą i symbolem. Znakiem prawdziwego mężczyzny.
Możecie je kupić w tym sklepie internetowym (jak ja to pewnie zrobię), który nie płaci mi za reklamę. Serio. Obejrzeć też warto. Mają piękne wzory.
Co do muzyki – Lady Bombon vs. Gigaboy to moi faworyci, których chciałbym zobaczyć w soundtracku do współczesnego filmu o luchadorach. Taneczne, funkowe i ma energię. Trochę posmaku meksykańskiego electro i fantazji. Załóż maskę i idź na densflor, tak jakby to zrobił Santo.
Elvis nie opuszcza jeszcze budynku
czerwiec 2, 2008
Stali czytelnicy zapewne wiedzą, że pracuję jako listonosz. Praca oficjalnie ośmiogodzinna, ale w rzeczywistości zależna tylko od ilości przesyłek i innych listów. Ostatnio zbierało się ich dużo i czas pracy potrafił się wydłużyć do dwunastu godzin (jak w ostatnim tygodniu). Dlatego nie będę mógł regularnie wrzucać planowych pięciu wpisów tygodniowo. Czasami więcej, czasami o wiele mniej lub wcale. Nie martwcie się, blog nie umarł i wpisy będą, tylko bardziej nieregularnie.
Na pocieszenie radosny, nowoczesny japońsko-szwajcarski electropop (zawsze chciałem umieścić tu radosny japoński pop, a to najbliższe, co mogłem znaleźć).