Umarł król, niech żyje król

W jednym z poprzednich postów pisałem o Minutemen jako o jednym z najdoskonalszych zespołów gitarowych, który za wcześnie zszedł ze sceny. Wciąż tak uważam. Don’t mean maybe też ich lubią i słychać to w ich muzyce. Przekraczanie granic punka, ciepłe kalifornijskie brzmienie z naleciałościami bluesa i funka. Muzyka bez granic. Wokalista ma głos, jaki lubię. Podstawa.

Warto.

1 Odpowiedź do “Umarł król, niech żyje król”


  1. 1 pga listopad 29, 2008 o 12:32 pm

    coz, moge sie tylko absolutnie zgodzic i przylaczyc do polecenia


Dodaj komentarz