Wiacie, jaka jest najbardziej depresyjna muzyka? Podpowiem, nie blues. W bluesie ludzie nie mają kobiet, pieniędzy, itp., ale pójdą na wódkę i jest w porządku. Nie, najbardziej depresyjna muzyka to country. Wystarczy spojrzeć na The Belvederes:
Fields have turned brown – podmiotowi lirycznemu umarli rodzice, dawna dziewczyna o nim zapomniała, wszystko wyschło. Nawet gdyby chciał wrócić do domu, nie ma do czego.
Gambling blues – cokolwiek robisz, zawsze przegrasz.
Hobo’s lullaby – kołysanka bezdomnego, mówi samo za siebie.
Inner sunset blues – o zmęczeniu życiem metaforycznie.
Northern girl – niebo jest szare, świat zły, noc czarna, tylko dziewczyna chroni go przed całkowitą depresją.
You are my sunshine – dziewczyna się znudziła podmiotem lirycznym, na co ten błaga, żeby została. Je też bym się znudził takim smutasem.
Tear stained eye – życie jest ciężkie, nikt ci nie pomoże, trudno znaleźć sens. Jedyne, co pozostaje, to iść dalej i oszukiwać się, że wszystko w porządku.
Walking cane – tym razem coś pozytywnego. Podmiot liryczny spił się i trafił do aresztu. Bardzo radośnie. Bardzo.
Nic, tylko się ciąć.
Jakieś emo to country.
Raczej indie w wydaniu polskim, też cierpiętnicze