Kerouac zabił mojego psa
lipiec 27, 2008
Charles Bukowski napisał kiedyś o Kerouacu – “pisarz, który zdobył sławę, bo wyglądał jak kowboj”. Lubię Bukowskiego, ale z jego zdaniem o Jacku Kerouacu się nie zgadzam.
Istnieją dwa rodzaje poezji/prozy. Jedna powinna być czytana, druga powinna być czytana na głos. Tworczość beatników należy do drugiej kategorii.
Dobrym kluczem dla tworczości beatników jest jazz. Jest w nim improwizacja i oddolne tworzenie muzyki z różnych, niekoniecznie przystających do siebie rytmów. Jazz na początku jest chaosem.
Kerouac w swoim San Francisco Blues stwierdza: “czytaj te wiersze bez przerywania i pozwól się nieść rytmowi, inaczej nie ma sensu”.
Moje pierwsze zderzenie z Kerouackiem miałem jeszcze w szkole średniej. Rytm mnie złapał, ale niekoniecznie zrozumiałem wtedy wszystko. Jak teraz patrzę na jego powieści i wiersze, to zaczynam je doceniać. Jasne, są pisane z emfazą i trochę lansiarskie, ale to samo można powiedzieć o Bukowskim (lansik przynajmniej). Większość beatników miała podobny styl – młodogniewny i odkrywający świat świeżych doznań, w latach pięćdziesiatych musiał to być porządny kop w jaja.
Muzycznie Kerouaca odkryli dla mnie Morphine. Minimalistyczne, ale bujające brzmienia na bębny, dwustrunowy bas i saksofon podane z beatnikową frazą i ich druga strona muzyczna. Hipnotyczne jamowanie jazzowych piwnicach. Polecam płytę B-sides and otherwise. Inne zresztą też.
Artysta nazywający się Louis też sięga po Kerouaca. Podaje swoją interpretację sięgając po jego spoken word, jazzowe beaty i inne inspiracje kontrkultury beat i egzystencjalizmu ważnych w tamtej epoce. Warto.