Aloha godzilla*
czerwiec 15, 2008
Miałem za młodu kilku ulubionych muzyków okołoelektronicznych: Michela Nomizeda i Billa Nelsona. Pierwszy miał eklektyczną muzykę, to lubiłem go szczególnie za Golozos – rozjechaną, francuską wersję Residents graną na zabawkowych instrumentach. Bill Nelson grał genialny sennoerotyczny elektroniczny pop w stylu lat 80tych -czysty soundtrack do Emmanuelle z tytułami utworów w rodzaju Boy pilots from Bangkok, Love’s first kiss, Sex party six.
Dzisiaj trafiłem na płytę która mogłaby być dzieckiem ze związku Golozos i Billa Nelsona. Co mogę napisać – świetne. Erotyczne, elektroniczne i surrealistyczne. Lepiej być nie może.
*Tytuł wzięty z tekstu piosenki.
ładnie podałeś.
wziąłłę.
ile płacę?