kwiecień 26, 2008...7:21 pm
Biali kanibale
Są artyści znani i mniej znani. Są tez zupełnie nieznani. W oczywisty sposób nie odnosi się to jakości ich muzyki. Czasami jednak budzi zdziwienie, że naprawdę dobrzy muzycy nie wybili się nawet w minimalny sposób. Wtedy do akcji wkracza Kapitan Uglylikeshit ze swoim niestrudzonym pomocnikiem, blogiem My name is Elvis!
Matotumba to eksperymentalny, plemienny i psychodeliczny rock. Rytualne bębny, space i krautrockowe nalecialości, ogólny trans, praktycznie bez wokali, nie licząc krzykow i zaśpiewów bez wyraźnych słów. Czuć tu trochę improwizacji i jamowania, klimatu Hawkwind. Niekoniecznie muzyka dla każdego, ale warto dać im szansę.
Gdyby Anglicy w latach 70tych wyznawali Woodoo, mogliby brzmieć jak Matotumba.
3 Comments
kwiecień 27, 2008 at 9:17 przed południem
Ciekawe… Poszukam i posłucham.
kwiecień 27, 2008 at 8:13 pm
Wystarczy kliknąć w link w zakończeniu.
kwiecień 28, 2008 at 7:49 pm
niesencję następną czas przygotować- tym razem odważę się na dźwięki transowe, psychodeliczne i pierwotne. zdecydowałem się nawet, tylko materiału mi brak do selekcji, więc poszukuję [i to bez radykalnych zapodań.... nooo, może jedno, dwa]
pod powyższym linkiem jedno mi nie pasuje: brak dbałości o jakość nagrania
chłopaki nadają się jak najbardziej, ale garaż był nie wyciszony, a kolo od magnetofonu poszedł chyba z panną przyjarać i nie było komu kręcić gałą od levelu…
i w ten sposób rarytaski tracą w porównaniu.
z żalem więc przerwę odsłuch
bo odsłuch mam ukierunkowany
i ten
mLx
Leave a Reply