kwiecień 26, 2008...7:21 pm

Biali kanibale

Jump to Comments

Są artyści znani i mniej znani. Są tez zupełnie nieznani. W oczywisty sposób nie odnosi się to jakości ich muzyki. Czasami jednak budzi zdziwienie, że naprawdę dobrzy muzycy nie wybili się nawet w minimalny sposób. Wtedy do akcji wkracza Kapitan Uglylikeshit ze swoim niestrudzonym pomocnikiem, blogiem My name is Elvis!

Matotumba to eksperymentalny, plemienny i psychodeliczny rock. Rytualne bębny, space i krautrockowe nalecialości, ogólny trans, praktycznie bez wokali, nie licząc krzykow i zaśpiewów bez wyraźnych słów. Czuć tu trochę improwizacji i jamowania, klimatu Hawkwind. Niekoniecznie muzyka dla każdego, ale warto dać im szansę.

Gdyby Anglicy w latach 70tych wyznawali Woodoo, mogliby brzmieć jak Matotumba.

3 Comments

  • Ciekawe… Poszukam i posłucham.

  • Wystarczy kliknąć w link w zakończeniu.

  • niesencję następną czas przygotować- tym razem odważę się na dźwięki transowe, psychodeliczne i pierwotne. zdecydowałem się nawet, tylko materiału mi brak do selekcji, więc poszukuję [i to bez radykalnych zapodań.... nooo, może jedno, dwa]

    pod powyższym linkiem jedno mi nie pasuje: brak dbałości o jakość nagrania :( chłopaki nadają się jak najbardziej, ale garaż był nie wyciszony, a kolo od magnetofonu poszedł chyba z panną przyjarać i nie było komu kręcić gałą od levelu…

    i w ten sposób rarytaski tracą w porównaniu.

    z żalem więc przerwę odsłuch
    bo odsłuch mam ukierunkowany
    i ten
    mLx

Leave a Reply