W tym wpisie nie będzie gry wstępnej. Za dużo muzyki marnuje się samotnie w sieci. Jest za to gigantyczna dawka japońskich brzmień godna samej Godzilli i wszystkich gumowych potworów razem wziętych.

Merzbow – nie muszę nikomu przedstawiać tego artysty. Kult i potęga. Bootleg z koncertu na Litwie.

Kenji Siratori – nowa gwiazda literarury cyberpunkowej, który nagrywa także industrial noise. Tetsuo skrzyżowany z Williamem Burroughsem, muzyka w podobnych klimatach.

Battlehawk – Noisepsychodelicznymetal, kolejne nagranie z koncertu. Polecam.

Tsuyama Atsushi – basista Acid Mothers Temple, rispekt, rispekt. Troche psychodelii, popu z lat 70tych, hardrocka. Wyjątkowy nastrój, mniej psychodeliczny niż w Acid Mothers, ale dobra introspekcja.

Breakneck Static – tu lekkie oszustwo, bo zespół angielsko-japoński, ale no wave, noise i Lydię Lunch lubią tak samo jak ja.

Blasterhead – gameboy rave i świetne 8bitowe granie.

YuMi + Acid42 – na uspokojenie po wcześniejszych ekscesach synthpopowe wersje japońskich kołysanek i wierszyków dla dzieci.

Uffff! Taka dawka muzyki powinna wam wystarczyć do następnego tygodnia i kolejnych wpisów.

Djakuju i dobranicz.

Odpowiedzi: 2 do “Atak Megagodzilli aka japoński walec drogowy”

  1. Jarek powiedział/a

    Tsuyama daje radę, fajny kompromis.

  2. emeliks powiedział/a

    rozpocząłem merzbołem, ale qrrrrrrw….

    last frog zazwyczaj przeraża, ale czasem jest ciekawie, więc na dzisiejszą sesję kierek przez net- Tsuyama!

    dzięki i trzym się tak dalej!

Napisz odpowiedź