Kolekcjoner (muzyki, nie kości)

Najpierw zdjęcie, potem muzyka. 500 płyt, które mam (50 się nie zmieściło, no i 500 dobrze brzmi.)

Muzyka – dorośledziecięca muzyka, rodem z kreskówek, na których dojrzali ludzie bawią się lepiej niż dzieci. Album mógłby być soundtrackiem do Pana Magooo. Co jest miłe. Jej.

Mój powrót do rozkosznie dziwnej, której tak nie lubicie słuchać. Jeszcze raz jej.

Brazylia, inafsed

Aloha, sporadyczni czytelnicy.

Kilka linków do darmowyc albumów z Brazylii. Żadnego dziwactwa tym razem – po prostu ciepła/gorąca samba, tropicalia, pop, hip hop i kilka innych rzeczy po drodze.
Starzeję się. Straszne i straszniejsze, a podobno andropauza to mit. (Niedługo Krzysiu Krawczyk będzie docelowym czytelnikiem tego bloga.)

Wado – Samba808

Gui Amabis

Criolo

Trzymajcie się ciepło.

Z ciekawostek – zauktalizowane zdjęcie, więc jeśli ktoś mnie spotka na wawskiej ulicy, będzie wiedział, komu podziękować/znieważyć/zignorować.

Wpadłem na chwilę

Co u mnie? Chodzę na lekcje reggaetonu (jej, zacząłem tańczyć, naprawdę).
Brzmi to mniej więcej tak. Świetna sprawa.

Poza tym, dalej rysuję.

Na razie, trzymajcie się ciepło. Zima idzie, więc niech rozgrzewają was lubieżne, latynoskie tańce.

P.S. Uczę się reggaetonu solo, ale partnerka do tańca mile widziana. Jakoś tak.

Good Bye, Elvis

Nie jest to wpis o muzyce, mp3 czy nawet Elvisie. Po prostu pożegnanie z blogiem. nikt się raczej nie spodziewał, że Elvis zmartwychwstanie, prawda?

Tak czy inaczej wpisy zostają, a ja zapraszam do nowego bloga z moimi rysunkami, obrazami i historiami. Jak Loa pozwolą, może nawet komiksami, jej.

Szukajcie mnie tutaj.

Trzymajcie się, najlepszego. Już wiecie gdzie mnie znaleźć.

Pomylenie tożsamości

Phogo nazywa się punk noise dubem, ale oszukuje. Grają surowy, garażowy rock and roll w stylu Jona Spencera. Czasami tylko odskakują w połowie utworu w stronę dubu i owszem, mają college rockową piosenkę, ale szybko później wracają do zgrzytliwego, niestrojonego garażu. Za to ich lubię.

Tutaj.

P.S. To 250 wpis. Miałem przygotować na tę okazję coś specjalnego, ale zapomniałem.

Halt, Winnetou, hande hoch!

Pamiętacie filmy o Winnetou? Nagrywane w Jugosławii z Francuzem grającym Indianina mówiącego po niemiecku? Na podstawie westernów Niemca nigdy nie będącego w USA, który dodatkowo pisał swoje powieści, gdy siedział w więzieniu za długi?

Ten album tak samo dobrze naśladuje country jak powieści Karola Maya i filmy na ich podstawie przypominały westerny.

W skrócie: tanie, kiczowate country śpiewane po niemiecku. Germański Lonestar wybiera się na Eurowizję.

Inaczej: Panowie w średnim wieku, z brzuszkiem i strojach kowbojów z wypożyczalni strojów karnawałowych pozują przed fototapetą pustyni.

Tutaj.

Jejejejej

Mark Kozelek

Jej

Red House Painters

Łiii

Śpiewa kobieta.

?

Emocjonalny rock.

W porządku?

Dobra jest.

Obadam.

Tutaj.

Jak poznać białego rapera?

Murzyni nie braliby raczej inspiracji z powieści Vonneguta i Transformers.

Biały, kanadyjski hip hop wymieszany z elektroniką. Dużo instrumentali czasami podchodzących pod lżejszy illbient i turntablism z nawijką w okolicach białego Mr. Lif i raperów z Anticon. Wystarczy za opis?

Tutaj.

Każda epoka ma swoje drag queen

Na początek coś z youtube

Rae Bourbon był Divine swoich czasów. Co prawda mniej ważył i występował pewnie w filmach o lepszym smaku, ale nie można mieć wszystkiego. Nie śpiewał też do podkładu gejowskiego disco, ale dixieland też się sprawdza.

Tutaj.

Spoken word again

Slam i spoken word wymagają jąder jak melony (nawet u kobiet). Wyjść na scenę i zahipnotyzować swoim tekstem. Casey Rocheteau trochę podpiera się muzyką, jednak podstawą są tu właśnie jej wiersze i zapiski, które podaje z dużą charyzmą. Najczęściej zaangażowane społecznie (podane z osobistego punktu widzenia, nie bójcie się). Czuć tu trochę Laurie Anderson, ale sprzed menopauzy. Jeszcze z nadziejami młodej liberalnej hippiski.

Warto.

Następna strona »



Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.