Energetyczne.

Dobrze nosi.

Z przekazem.

Mieszanka afro, jazzu, bluesa i hip hopu z Francji (pozwolę sobie ukraść opis ze stony na archive.org).

Może nie są szczególnie ekscentryczni, ale dobrzy są na pewno.

D’Exils en itinéraires

Warto.

Czarny, stalowy kogut

czerwiec 26, 2009

Straszy po podwórku. Zmutowany i błyszczący chromem, wydaje okrutne metaliczne pienia i napada na zwierzęta. Nawet gospodarze się go boją.

Black Steel Peacock to świetny zespół noisowy. Dokładniej pisząć rhytm noisowy, pojawiają się nawet strzępy melodii. Wszystko w metalicznym, brudnym szumie i sprzężeniu.

Jak zawsze wolałem harsh i pure noise, to elementy rytmiczne dają radę. Album nosi nazwę Dirty Blues i coś jest na rzeczy. Może nie sama melodia, ale odczucie na pewno.

Warto.

Kosmiczne plemię

czerwiec 26, 2009

Pierwsze wrażenie po kilku minutach albumu Tete Monde – kojarzy się z Residents czy Golozos. Później jednak autor zyskuje swój własny głos i miksując znalezione dźwięki, zapisy etniczne i efekty elektroniki tworzy jedna spójną całość dającą odczucie całkiem nowego, nieznanego plemienia. Nie znamy jego języka, rytuałów ani zwyczajów.

Słuchacz wchodzi w obcy świat kultury pierwotnej. Etnopsychodelia w świetnym wydaniu.

Tutaj.

Wings of an angel – Ayana

czerwiec 15, 2009

W sumie nie wiem, czemu ten album zostałm otagowany jako hip hop i street music (pewnie chodzi wykorzystanie sampli), ale wiem jedno. Świetne połączenie muzyki arabskiej i free jazzu z nałożonymi na to spoken wordem (też po arabsku). Kimkolwiek jest autor, zna się na swoim fachu. Trochę Interzone Burroughsa (soundtrack do Naked Lunch to dobra rzecz, film jest świetny, a książkę mam po angielsku i po polsku, polecam), trochę mistycyzmu.

Wybaczam nawet pompatyczny pseudonim muzyka, Wings of an angel. Jego sprawa.

Z free jazzem też nie ma co przesadzać, żadnych ciężkich odjazdów. Powtarzając się, dobra rzecz. Bitnicy by to polubili. Ja też.

Doskonałe polączenie, przystępne, uduchowione. Autor opisuje to jako swoje najbardziej ezoteryczne nagranie, ale wiecie co, nie ma się czego bać.

Naprawdę warto.

Po prostu punk

czerwiec 15, 2009

Australia jest dziwna. Działali w niej Hugo Race (współpracownik Nicka Cave’a, tego ostatniego średnio trawię, za to Race wchodzi mi gładko), Kim Salmon i wszystkie jego zespoły, Radio Birdman i inni. mieli swój specyficzny styl.

The Scroungers choć też pochodzą z Australii, to nie grają niczego skomplikowanego. Punk w czystej postaci, trochę gówniarski w swojej pozie, surowy i nienajlepiej nagrany. Jednak o to w punku chodzi i kiedy oceniać po emocjach, jakie we mnie budzą, to sprawdzają w 100 procentach. Więcej nie trzeba.

Warto.

Trzeci sezon

czerwiec 15, 2009

Zacznie się od dobrego hip hopu. Trochę w stylu Cool Calm Pete, choć Suzuki Kaioh* ma swój specyficzny sposób nawijki. Spokojny, bez ciśnienia. Sporo odniesień do popkultury. Nawet bragadaccio, jeśli się pojawia, jest stonowane (co denerwowało mnie przy albumach Madliba). Najważniejsze, że album daje radę w porownaniu z wieloma rapowymi płytami, które kupiłem w kilku ostatnich miesiącach.

Muzyka nie opuszcza winampa od wczoraj, a to o czymś świadczy. Wygonił nawet Mr Lifa.

*Ciekawy trend w undergrundowymn hip hopie. Coraz więcej rapperów wybiera nicki w formie imion i nazwisk – Suzuki Kaioh (czysty nigga, przy okazji), Seth P. Brundel.

Warto.

W którym Charlesowi Mansonowi zaakceptowali demówki w wytwórniach. Neil Young sprowadził go na dobrą drogę*. Nikt nikomu nie wydrapywałby widelcem napisów na policzkach, Sharon Tate by nie zginęła, a dzięki temu Polański nie musiałby uciekać ze Stanów ścigany za molestowanie nieletnich. Może nawet wreszcie dostałby Oscara.

Wyobraźmy sobie to słuchając nagrań Mansona z więzienia. Miał na serio kilka dobrych utworów.

Tutaj.

*Znali się, Neil poświęcił mu nawet kilka swoich piosenek.

Produkt zastępczy

marzec 23, 2009

Einsturzende Neubauten pomimo swojego industrialnego rodowodu, a może dzięki niemu, w sumie, miało kilka podejść do klasyki literatury i dramatu. Nagrali muzykę do Fausta, jeden z jej członków wpsółpracował przy muzycznej adaptacji Piekła Dantego. Ten wpis miał być poświęcony właśnie temu ostatniemu albumowi, jednak prawa autorskie zmusiły Ubuweb do usunięcia Radio Inferno. Szkoda, bo świetna rzecz. No i John Peel w roli narratora. No i zlewka z Burroughsa i Duchampa. No, świetna rzecz.

W zamian za to inne nagranie – Crashing Aeroplanes. Równie dobre. Nagrania z czarnych skrzynek jako punkt wyjściowy. Warto znać niemiecki.

Tutaj.

Powrót do jednego z moich ulubionych netlabeli – Insubordinations. Znowu świetny improv. Z energią, zadziorny, wszystko jak trzeba, świetnie się muzycy zgrywają.

Tu powinienem jeszcze wtrącić kilka odniesień do freejazowych, improv gigantów i ich przełomowych płyt, powiedzieć o dzikich, sonorystycznych wejściach saksofonu (bodajże), nie zapominając o napomknięciu, jak to byłem na koncercie jednego z muzyków na festiwalu Musica Genera.

Po co*. Muzyka tutaj:

naprawdę warto.

*nie mam aż tylu płyt, teorię muzyczną zostawiam Jazz Forum, na festiwale nie jeżdzę (parafrazując Himmilsbacha: koncertów nie można słuchać/oglądać w samych majtasach i z piwem w ręku).

Casami się do czegoś przydaje. Dzięki niemu kupiłem na przecenie dwie płyty Mortona Feldmana i monologi Elfridy Jelinek przerobione na muzykę (wszystko za 70 zeta, jej).

Mortona Feldmana warto znać. Można posłuchać jego dwóch kompozycji tutaj. Z Elfridą Jelinek jak kto lubi. Brutalna, feministyczna proza.

Wpis będzie jednak o kim innym. Kenneth Kirschner był uczniem Cage’a i Feldmana. Opisujcie jak chcecie, ja się nie znam, ale lubię. Subtelne, minimalistyczne, współczesne.

Tutaj archive.org
Tutaj strona autora z jeszcze większą ilością muzyki.